Draftozaur – recenzja!

Draftozaur to szybka, prosta gra rodzinna, nie wypada więc, żeby recenzja niepotrzebnie się dłużyła. Będzie więc krótko i rzeczowo, czyli całkowicie odmiennie niż dotychczas. W przypadku większości dorosłych chłopców fascynacja dinozaurami ma swoje źródło w dzieciństwie, tak też jest w moim przypadku. Jestem pokoleniem, które wychowało się na Spielbergowskiej serii Parków Jurajskich i Wędrówkach z Dinozaurami, wspaniałej i nowatorskiej jak na ówczesne czasy animowanej serii filmów dokumentalnych. 

 

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Rok wydania: 2020
Liczba graczy: 2-5
Czas rozgrywki: 20 – 30 min
Projektanci: Antoine Bauza, Corentin Lebrat, Ludovic Maublanc, Théo Rivière
Ilustracje: Jiahui Eva Gao, Roman Kucharski, Vipin Alex Jacob
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ocena na BGG: 7,2

 

Pomimo upływu lat tematyka dinozaurów nie jest mi obca, w dalszym ciągu na przemian elektryzuje i przyciąga, tylko znalazła sobie nowe medium, jakim są gry planszowe. Od pewnego czasu poczułem silną potrzebę przetestowania każdego nowego tytułu tematycznie związanego z Dinozaurami, pod warunkiem, że nie będzie klasyczną kooperacją, których zazwyczaj nie trawię.

Dzisiaj zajmiemy się Draftozaurem, nowością od wydawnictwa Nasza Księgarnia, która na szczęście nie ma nic wspólnego z coopem. Tytuł ten zwrócił moją uwagę pomimo niewielkich rozmiarów, bardzo prostej mechaniki oraz typowo rodzinnego targetu, ale czy mogło być inaczej, skoro tematyką gry są dinozaury!

 

Draftozaur to…

Prosta, szybka gra rodzinna oparta na mechanice draftu i set collection. Gracze będą dobierać i umieszczać na swoich planszetkach dinozaury, starając się budować zestawy, które na koniec gry przyniosą upragnione punkty zwycięstwa.

Klimat to podstawa?

Zdecydowanie nie! Draftozaur mechanicznie nie ma kompletnie nic wspólnego z prehistorią i dinozaurami, ale lepsze to niż kolejna gra o kotkach czy kwiatkach. Cały temat i szczątkowy klimat opiera się wyłącznie na ślicznych, drewnianych znacznikach dinozaurów o różnych kształtach i kolorach.

 

Ładne te dinozaury!

Pudełko Draftozaura jest stosunkowo małe, ale po brzegi wyładowane dinozaurami i tekturowymi komponentami. W środku znajdziemy 60 bardzo solidnie wykonanych, słusznej wielkości dinozaurów, tekturowe, dwustronne plansze graczy, worek na dinozaury oraz customową kość K6, służącą do ustalania miejsc, w których będziemy umieszczali pozyskane dinki. Wprawdzie graficznie projekt nie powala, ale nie należy też do brzydkich, w czym spora zasługa wspomnianych dinozaurów. Polska edycja zawiera tekturowe, składane pojemniki na dinozaury w liczbie równej liczbie graczy, jednak po złożeniu okazują się nieporęczne i nazbyt małe. Pomysł dobry, ale mało funkcjonalny a szkoda, ponieważ pojemniczki odgrywają istotną rolę w fazie draftu, o czym opowiem za chwilę. Drugim zgrzytem jest zmieniona okładka gry, która nie ma nic wspólnego z cukierkową oprawą Draftozaura i bliżej jej do projektów Spielberga. Osobiście wolałem oryginalny, spójny projekt okładki, serwowany przez wydawnictwo Ankama.

 

Na czym polega zabawa?

Mechanika Draftozaura jest podobna do większości gier opartych na drafcie, z tą różnicą, że karty zostały zastąpione dinozaurami. Rozgrywka podzielona jest na dwie bliźniacze rundy, na których początku gracze losowo dobierają z puli po 6 dinozaurów, w taki sposób, żeby ich nie ujawniać przeciwnikom. Oznacza to dokładnie 6 tur draftu, poprzedzonych każdorazowo rzutem customową kością określającą miejsce, lub strefę, w której umieścimy kolejnego dinozaura. Następnie gracze symultanicznie – oczywiście w sekrecie – wybierają jednego dinozaura, przekazując resztę do przeciwnika po lewej. Kiedy wszyscy dokonają wyboru, ujawniają i umieszczają wybrane dinozaury na swoich planszetkach w dozwolonych strefach, lub z góry określonym polu.

Po zakończeniu szóstej tury natychmiast przechodzimy do drugiej rundy, która przebiega w ten sam sposób, z tą różnicą, że draft będzie przebiegał w odwrotnym kierunku, czyli w prawo.

Umieszczenie na planszy ostatniego dinozaura (dwunastego), kończy rozgrywkę, pozostawiając tylko jedną wątpliwość – kto wygrał? Przechodzimy więc do podliczania punktów, a te są uzależnione od spełnionych warunków punktowania opartych w całości na mechanice set collection. Punktujemy więc za pary, takie same lub różne dinozaury, najmniejszą lub największą liczbę jednego gatunku itp. Zasady zdobywania punktów są przypisane do dwustronnych planszetek graczy (lato i zima), zapewniających pewną różnorodność i zmienne warunki punktowania. Jak to zazwyczaj bywa, zwycięzcą zostaje gracz z najwyższą liczbą zdobytych punktów.

 

Suche Fakty
  • Czas gry wynosi około 25 minut, ale wyjątkowo sprawnym, wyćwiczonym umysłom powinien wystarczyć klasyczny kwadrans.
  • Rozgrywka jest szybka i przebiega bardzo sprawnie nie generując nawet najmniejszego downtime.
  • Zasady są bardzo proste, dlatego gra ma bardzo szeroki target odbiorców, od już ogarniętych przedszkolaków, po jeszcze ogarniających emerytów.
  • Jak na grę o tak prostych zasadach oferuje niezłą regrywalność wynikającą przede wszystkim z interakcji między graczami oraz zmiennych warunków punktowania.
Napisy końcowe!

Draftozaur to wyjątkowo lekka gra rodzinna, będąca połączeniem dwóch bardzo lubianych mechanik. Nie oferuje tego, co Boomerang (roll & write), Nowym Wspaniały Świat czy 7 Cudów, ale znakomicie spełnia swoją funkcję jako wprowadzenie do gier planszowych z mechaniką draftu i set collection. Wprawdzie adresowana jest do młodszych graczy, jednak z uwagi na ciekawą mechanikę i bardzo lubianą tematykę, znajdzie swoich zwolenników także wśród rodziców, a nawet geeków. Dla zaawansowanych graczy to co najwyżej szybki przerywnik między cięższymi tytułami, ale w gronie rodzinnym może być idealnym tytułem na długie zimowe wieczory. Grałem kilkukrotnie z rodziną oraz zatwardziałymi geekami i muszę Wam powiedzieć, że gra została przyjęta bardzo pozytywnie, a gracze odchodzili od stołu z uśmiechem i poczuciem dobrze spędzonych 20 minut.

Stare Kości polecają!