Co jest grane! – 113 powodów miłości do Everdell!

Kilka dni temu miała miejsce moja 23 rozgrywka w podstawową wersję Everdell (31 licząc solo). Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie jej przebieg i wynik. Partia 2-osobowa, jedna z kilku popełniony z Bartkiem w ostatnim czasie. Chociaż moje statystyki wskazują prawie 80% wygranych, poprzednie 3 rozgrywki przegrałem. Zawsze był krok przede mną, co dosłownie decydowało o wyniku. Niezależnie od gry i rezultatu, najlepsze rozgrywki to takie, w których przeciwnicy naciskają non stop, zmuszając nas do maksymalnego wysiłku. To właśnie definicja naszych ostatnich wspólnych partii.

 

Po kilkunastu grach nauczyłem się jednego. W Everdell nie ma dwóch podobnych rozgrywek! Czy może być lepsza rekomendacja gry planszowej? Widziałem różne układy i strategie. Decyduje o tym ilość graczy, dobór kart, posiadany zestaw legendarnych kart, oraz dostępne wydarzenia i pola akcji. Wiele zmiennych, dzięki którym każda gra jest unikalna. Trzech mężów i trzy żony w jednym mieście — do zrobienia! Mistrzowie Żołędziówki w komplecie — po to jest drużyna! Prorok, Sąd, Sędzia i Sklepikarz razem — oczywiście, że to możliwe! Przejście do jesieni z 2 kartami w tableau i zakończenie rozgrywki z 18 – absolutnie wykonalne!
Mógłbym tak wyliczać, ale dla tych, co sporo grali to przecież oczywiste, a ci, którzy Everdell znają tylko przelotnie lub wcale i tak mi nie uwierzą 🙂 .

 

Wydawało mi się, że w Everdell niewiele sytuacji może mnie jeszcze zaskoczyć, że te „szokujące” partie już za mną. Podobnie jak maksowanie wyników (rekord : 102 pkt). Skoro nikt ze współgraczy (włącznie ze mną), w żadnej z rozegranych do dziś partii (ze mną lub beze mnie), nie przeskoczył tego maksa. Wszystko trwało w niezachwianej równowadze aż do piątkowej rozgrywki, która okazała się najbardziej spektakularną z dotychczas rozegranych. Zacznijmy od Bartka, ponieważ dokonał rzeczy bez precedensu. Nazwijmy to Wielkim Szlemem Everdell! Otóż Bartek zrealizował wszystkie wydarzenia specjalne! Niby nic wielkiego, mnie również się kiedyś udało, ale Bartek zrobił to bez pomocy Ogonilli, a ja przy jej znacznym udziale. Cztery cele, 8 bardzo różnych kart i wszystkie znalazły się w tableau Bartka! Coś takiego widziałem po raz pierwszy. Jeżeli dołożymy do tego Sklepik z Gazetami, który jest fantastycznym dopełnieniem strategii na wydarzenia, wychodzi kombo niemal idealne. Czego zabrakło? Oczywiście Króla, który nie był łaskawy wystawić swojego arystokratycznego dupska na światło dzienne. Ciekawe kto tasował karty przed rozgrywką 🙂 . Jak łatwo policzyć, wspomniany Król zapewniał Bartkowi kilkanaście dodatkowych punktów. Tak to właśnie z Królami bywa, szczególnie jak się porywa kumplowi Królową sprzed nosa i prowokuje rozpoczęcie II Wojny Trojańskiej!

Niestety strategia na wydarzenia bywa pułapką, w którą nieświadomie wpadł Bartek. Wbrew pozorom jest bardzo kosztowna i rzadko wygrywająca, pomimo jakie emocje wzbudza przy stole. Dlatego Bartek zakończył rozgrywkę na 74 punktach co i tak należy uważać za bardzo solidny wynik, często wygrywający.

 

Przejdźmy teraz do mojego tableau, w którym to stworzenia „rozdawały karty”, wsparte oczywiście właściwymi budynkami. Niemal od pierwszej tury obrałem taką strategię, mając w zanadrzu do zagrania dwa budynki (jeden legendarny), punktujące za unikatowe stworzenia. Na rękę trafili również dwaj Mistrzów Żołędziówki, a trzeci niebawem pojawił się na łące. Nie będę Was zanudzał szczegółami, dodam tylko, że rozgrywkę kończyłem 20 minut później niż Bartek. Jest to niestety jedyna przypadłość Everdell, na szczęście ma miejsce dosyć rzadko.

Finalnie w moim tableau znalazło się 20 kart, z czego aż 12 to stworzenia. Gdybym nie zamknął części z nich w lochu, liczba byłaby jeszcze większą. Do tego wspomniane wcześniej budynki punktujące za stworzenia unikatowe, Szkoła punktująca za zwykłe i oczywiście Wieczne Drzewo, które kombuje wszystkie fioletowe karty. A było co kombować, skoro w moim leśnym mieście znalazł się również Mąż z żoną i cała ekipa do Żołędziówki. Kiedy podliczyłem punkty, myślałem że to pomyłka, podliczyłem więc ponownie. Wynik nie chciał być inny i wynosił 113 punktów!

Oto mój końcowy zestaw kart:

 

Czy jestem dumny — jasne! Czy to powód, dla którego powstał tekst — oczywiście że nie! To była partia marzeń, coś co nie miało prawa się zdarzyć, po prostu kwintesencja Everdell. Jak często zdarza się powiedzieć coś takiego o grze po rozegraniu 30 partii? Musiałem opowiedzieć tą historię, nie tylko recenzjami człowiek żyje. Wynik jest fajny, chociaż pewno znajdą się lepsi ode mnie. Wydaje się mocno wymaksowany i chyba już nigdy go nie pobije, grając w sama podstawkę. Czas już na wniosek, a ten może być tylko jeden. Everdell to gra genialna, wybitna i regrywalna do granic ludzkich możliwości. Widać ogrom pracy i to nie tylko od strony artystycznej (wizualnie powala), lecz przede wszystkim w aspekcie developmentu. To absolutny top moich gier. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego po dziś dzień nie ma jej wśród zrecenzowanych przeze mnie tytułów. Koniecznie muszę nadrobić ten błąd i zamierzam to zrobić wraz z pojawieniem się dodatków. Może Rebel doceni mój wynik? W odpowiednim czasie przypomni sobie o Starych Kościach i poczuje wewnętrzną potrzebę współpracy. Tak czy inaczej, Everdell to gra wybitna i zasługuje na recenzję. Obiecuję to wszystkim, a w szczególności 103 obserwującym Stare Kości na FB 🙂 ! Grajcie w Everdell, bo to zajebisty tytuł!