Canvas – recenzja!

Od kilku lat wydawcy gier, dzięki swoim planszówkowym projektom, odnoszą na platformach crowdfundingowych niespotykane wręcz sukcesy. Tylko za sprawą samego Kickstartera, rynek rozwinął się do niebotycznych rozmiarów, zapewniając setkom wydawców i milionom graczy dostęp do tytułów, które być może nigdy nie ujrzałyby światła dziennego. To szczególnie wartościowa forma finansowania dla autorów dużych figurowych gier, których wydanie bez wsparcia backersów mogłoby się nigdy nie udać. Gdzie dziś byłby CMON, gdyby nie crowdfunding? Czy gry pokroju Gloomhaven, Monumental, Zombicide zaistniałyby w ogóle w świadomość planszówkowej społeczności?

Na pewno nie w takiej skali i z takim rozmachem co obecnie. Jak łatwo się domyśleć, największą popularność zyskują gry z mnóstwem plastiku i pudełkami wielkości Małego Fiata, ale crowdfunding to masa znacznie mniejszych, często niezauważonych i niedocenionych projektów, które dla graczy i kolekcjonerów stanowią nie lada gratkę. Dziś opowiem wam własnej o takim niewielkim projekcie, którego nie wsparłem obawiając się o regrywalność, a teraz przyszedł czas, żeby tego żałować.

Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Rok wydania: 2021
Liczba graczy: 1-5
Czas rozgrywki: 25 -45 minut
Projektanci: Jeff Chin, Andrew Nerger
Ilustracje: Luan Huynh
Wydawnictwo: R2i Games
Ocena na BGG: 7,8

 

W grze Canvas wcielamy się w malarzy, uczestniczących w prestiżowym konkursie artystycznym. Dla nas to niebywała szansa i drzwi do wielkiej kariery, ale konkurencja nie śpi. Zwycięzca może zostać tylko jeden z graczy. Na drodze do sukcesu stoi wymagające jury, oceniając różne aspekty naszej pracy i kunsztu artystycznego. Powietrze jest gęste od talentu pomieszanego z zapachem farb, a my — jak na wielkich artystów przystało — nie idziemy na żadne kompromisy… chyba że nasz talent zderzy się z betonową ścianą rzeczywistości, w postaci braku pomysłu i inspiracji. W taki przypadku ambicje odkładamy na bok i zaczynamy malować tandetę, licząc na to, że naszym przeciwnikom również zadrży ręką.

 

Jak ręcznie malowane!

Canvas to planszówkowe dzieło sztuki, pierwsza gra, którą w takim stopniu wykorzystuje transparentność elementów i nakładanie warstw. Grając w Canvas mam podobne uczucie jak przy kadrowaniu i łączeniu elementów w Photoshopie. W pudełku znajdziemy kilkadziesiąt dużych, prześlicznych, przezroczystych kart zawierających mniejsze lub większe akcenty graficzne oraz kilkanaście kart wymogów, które będziemy musieli spełnić, żeby zadowolić jury. Wersja Kickstarterowa zawiera drewniane żetony inspiracji i wstęgi punktowania w pięciu kolorach. Chyba nie muszę dodawać, że jedne i drugie prezentują się zajebiście. Do tego mamy rozkładane sztalugi, służące prezentacji naszych dzieł sztuki, oraz bardzo rzadko spotykaną, materiałową matę do gry. Absolutnie unikatowym pomysłem jest możliwość powieszenia pudełka z grą na ścianie, gdzie prezentuję się kapitalnie! Szkoda tylko, że to nie moja ściana, ale może nie wszystko jeszcze stracone.

 

Jest ten klimat, czy go nie ma?

Wspomniałem o wyglądzie, pora na klimat, który można – dosłownie – ciąć nożem. Ten częściowo wynika z wykonania, trochę z mechaniki, ale przede wszystkim naszego podejścia do rozgrywki. Instrukcja sugeruje, żeby obraz po „namalowaniu” pokazać i opisać współgraczom. Brzmi to dziecinnie, ale w fajny sposób buduje klimat, szczególnie jeśli potrafimy ów opis odpowiednio ubarwić, wplatając dobry żart, albo ciekawą dygresję. Na pewno znajdą się gracze, którzy sklasyfikują Canvas w kategorii gier abstrakcyjnych, nie dostrzegając jej potencjału i tematycznego powiązania z mechaniką. Z ich punktu widzenia kluczem do dobrej zabawy będzie głównie mechanika, sprawdźmy więc, czy gra sprosta tym oczekiwaniom.

 

Techniki malarskie w praktyce!

Canvas to połączenie draftu, set collection oraz zarządzania ręką i choć w uszach mniej doświadczonych graczy może to zabrzmieć skomplikowanie, w praktyce sprowadza się do bardzo prostego zbierania setów, w którym możemy wykonać tylko jedną z dwóch dostępnych akcji! Taka, tak drodzy fani planszówkowego malarstwa, to nie pomyłka, Canvas to przykład mechanicznego minimalizmu na poziomie ultra hard, ale po kolei!

Naszym celem jest stworzenie trzech obrazów, które zachwycą jury i zapewnią nam zwycięstwo w konkursie. Każdy juror ocenia jeden aspekt naszego dzieła, co sprowadza nas do mechaniki set collection, czyli mówiąc potocznie zbierania odpowiednich zestawów symboli. W grze występują 4 symbole, odpowiadające kształtowi, teksturze, odcieniowi i tonacji, czy też światłocieniowi, jak z niezachwianą pewnością siebie i przy każdej nadarzającej się okazji podkreśla moja koleżanka Rachela.

 

Jurorzy mają różne wymagania, często stojące w sprzeczności z oczekiwaniami pozostałych członków szanownego kolegium. Staramy się spełnić wszystkie, ale to zazwyczaj niemożliwe. Warto dodać, że w każdej rozgrywce wybieramy 4 spośród kilkunastu kart wymogów, co samo w sobie zapewnia bardzo dużą regrywalność.

Gra składa się z tur, a kończy, kiedy każdy z graczy stworzy swoje trzecie dzieło sztuki. Wprawdzie obiecywałem aż dwie akcje w grze, ale najczęściej będziemy mieli do dyspozycji tylko jedną! Jeśli chcecie poznać obie, musicie się teraz dobrze skoncentrować. Uważacie, na pewno jesteście skoncentrowani – to tłumacze.

 

Akcja 1 – Pozyskanie karty

Dobieramy na rękę jedną z pięciu dostępnych na planszy kart. Pierwsza jest darmowa, kolejne płatne. Na każdej pominiętej karcie musimy położyć żeton inspiracji. Kiedy dobieramy kartę z żetonami, te trafiają do naszych zasobów. Jest to jedyny sposób, w jaki możemy je zdobyć – czytaj „odzyskać”.

Jeśli na ręku mamy mniej niż trzy karty Sztuki, to w turze musimy dobrać kolejną. Kiedy posiadamy minimum trzy, otwiera się przed nami druga i ostatnia akcja w grze – tworzenie obrazu! Nie musimy korzystać z niej od razu, dobierając kolejne karty, chyba że na ręku mamy już limit pięciu, w takim przypadku pozostaje nam tylko akt twórczy.

Akcja 2 – tworzenie obrazu

Jest niezwykle prosta i polega na złożeniu trzech transparentnych kart sztuki w jeden obraz, który zostanie zaprezentowany jury. Każdy obraz ma mniejsze lub większe walory estetyczne, ale bez związku z punktowaniem, które jest uzależnione od symboli znajdujących się na dole kart.

 

I tak oto docieramy do punktowania. Za spełnienie warunku każdej z kart celu otrzymujemy wstęgi w określonych kolorach. Na koniec gry sprawdzamy ich liczbę – oczywiście per kolor – a następnie przyznajemy punkty zwycięstwa w zależności od tego, jak dobrze spełniliśmy oczekiwania jury. Jeśli w trakcie rozgrywki spełniliśmy wymogi specjalne na kartach sztuki, otrzymamy bonusowe wstęgi. Każda z nich jest warta dwa punkty, które należy doliczyć do wyniku końcowego. Wygrywa gracz z najwyższą liczbą punktów zwycięstwa.

Na pewno zastanawiacie się, gdzie w tym wszystkim sens, fun i satysfakcja? Skoro autor recenzji twierdzi, że gra jest prosta niczym budowa cepa, dla którego tak na dobrą sprawę można znaleźć więcej zastosowań, niż akcji dostępnych w grze Canvas!

Odpowiedzi jest banalnie prosta — cepy nie posiadają tak innowacyjnej mechaniki set collection! Ba, nie posiadają żadnej! Jasne, można je zbierać, ale nie ma tu miejsca na punkty czy realizacji celów? Zupełnie odwrotnie niż w grze Canvas, której istotą, nadrzędnym celem graczy i jedynym sposobem punktowania jest właśnie zbieranie setów. To, co czyni Canvas wyjątkowym, jest sposób, w jaki łączymy ze sobą karty i znajdujące się na nich symbole. Wierzcie mi, znalezienie idealnej harmonii wydaje się proste, ale w rzeczywistości nie zawsze takie jest, ponieważ zastosowany w grze set collection jest tricky! Symbole na kartach znajdują się zawsze w dolnej strefie, podzielonej na 5 osobnych obszarów kolorystycznych. Każda karta ma wypełnione dokładnie dwa z nich, czasami zamiast symboli znajdują się tam alternatywne warunki punktowania, a w wersji KS również znaczniki mnożników.

 

Cała zabawa polega na tym, żeby umiejętnie połączyć ze sobą 3 karty, nie tylko zapełniając wszystkie obszary kolorystyczne, ale przede wszystkim robiąc to z sensem. Z pozoru sprawa jest łatwa, ale cały twist polega na tym, że często symbole z kart nachodzą na siebie, zasłaniając wzajemnie, co powoduje, że ciężko znaleźć idealne połączenie trzech kart. Nie mówiąc o tym, że zazwyczaj jeszcze trudniej takie symbiotyczne karty pozyskać. Nieporozumienia i błędy przy dobieraniu też się zdarzają, czasami po prostu nie zauważymy, że pozornie idealna karta wcale taką nie jest, albo znajdujące się na niej symbole nie do końca korelują z warunkami punktowania. Dlatego też spełnienie wszystkim celów gry jest niezwykle trudne i zdarza się niezbyt często. Zazwyczaj staramy się uciułać przynajmniej 2-3 wstęgi jury, upatrując szansy przy prezentacji kolejnych obrazów. Sprawy nie ułatwia stosunkowo wolna rotacja kart na planszy, przeciwnicy, którzy nam te karty podbierają, a także brak żetonów inspiracji, bez których jesteśmy zdani na resztki ze stołu, a to zazwyczaj nie wróży wysokiego punktowania.

 

Suche fakty:

  • Canvas skaluje się bardzo dobrze niezależnie od liczby graczy, ale z uwagi na bardzo niewielką rotację kart, najtrudniejsze są zazwyczaj partie 2-osobowe,
  • Zasady są bardzo proste, ich wytłumaczenie nie zajmuje nawet 15 minut. Próg wejścia jest minimalny, a ograniczenia wiekowe praktycznie żadne,
  • Siła gry tkwi w twiście mechanicznym, oraz ogromnej liczbie dostępnych kart Sztuki,
  • Połączenie tych dwóch czynników jest niczym rozszczepienie atomu dla nauki. Daje ogromne możliwości i zapewnia gigantyczną regrywalność. W żadnej z rozegranych dotychczas partii nie użyliśmy nawet ⅓ wszystkich dostępnych kart!
  • Czas rozgrywki nie powinien przekroczyć 30 minut — nie powinien, ale często przekracza. Wszystko zależy od graczy i czasu, jaki potrzebują na prezentację swojego dzieła, czyli złożenie trzech kart. Dobre tempo gry wynosi około 10 minut per gracz.

 

Napisy końcowe!

Canvas to jedno z moich największych planszówkowych zaskoczeń ostatniego roku, a może nawet dwóch. Gra jest bardzo prosta, ale przy tym odpowiednio złożona. Wspominałem już, że jest tricky i to wrażenie towarzyszy mi od pierwszej partii do dziś, chociaż grę zdążyłem już dobrze poznać. Nie ma drugiego podobnego set collection, gra jest unikalna nie tylko ze względu na wykonanie, ale przede wszystkim niezwykle pomysłowy twist z łączeniem kart. Sprawdza się znakomicie w każdej grupie wiekowej, niezależnie od preferencji i doświadczenia. Czy żałuję, że gry nie wsparłem? Żałuję jak cholera, jak Van Gogh odciętego ucha, jak mój kumpel Klos każdego niewspartego Kickstartera, jak Andrzej Gołota, że jego walki nie mogły być transmitowane na żywo w Teleexpressie. Na szczęście nie tylko dla mnie, ale również dla Was, na platformie Kickstarter trwa aktualnie kolejna kampania, w której można wesprzeć wydanie dodatku, a równocześnie zakupić podstawkę. Poniżej zamieszczam filmik i link do kampanii, zachęcam do sprawdzenia jakie zmiany i nowe twisty wprowadza dodatek Reflections.

Kampania dostępna pod tym adresem.

 

CANVAS: Reflections Expansion & Reprint by Road To Infamy — Kickstarter

 

Dla tych, którzy stawiają na rodzimych wydawców, też mam ciekawą informację. Otóż chodzą ploteczki, że gra zostanie wydana również w polskiej wersji językowej, ale niestety na chwilę obecną jeszcze nie wiadomo, kto za tym stoi. Musicie tylko pamiętać, że wydanie KS, to również ekskluzywna zawartość, które polski wydawca raczej nie będzie mógł nam zaproponować. Jeżeli zależy Wam na Kickstratowych szmerach — bajerach, to link macie powyżej. Ja będę wspierał, gra jest tego absolutnie warta!