Bonfire – recenzja!

Tematem dzisiejszej recenzji będzie gra Bonfire, najnowszy projekt Pana Stefana Felda, powszechnie znanego i cenionego niemieckiego designera gier planszowych. Autora takich hitów jak Zamki Burgundii, Trajan, Bora Bora i będący zawsze na propsie… Jorvik. Z tym Jorvikiem robię sobie jaja, ale pozostałe tytuły zdecydowanie należą do euro klasyki.

To, co wyróżnia Pana Felda, to niesamowita umiejętność fabularyzowania i budowania klimatu w grach planszowych. Ot taki poszukiwacz fabuły i klimaciarz z tego naszego Stefana i choć przykładów potwierdzających ten stan rzeczy jest bez liku, ja podam tylko kilka. Pierwszym jest wspomniany Jorvik, stanowiący kompendium wiedzy o Wikingach, ich kulturze, tradycjach i obyczajach. W czeluść niebytu odsyłając wszystkie seriale, filmy oraz książki, jakie o nich nagrano i napisano. Kolejnym jest Bora Bora, z której klimat ulatuje w eter niczym najprawdziwsza magia, z każdym uchyleniem wieczka pudełka. Kropla tej magii wystarczy, żeby usłyszeć wydobywający się ze środka szum oceanu i nawoływania rdzennych Polinezyjczyków.

Projekt
Stefan Feld
Ilustracje
Dennis Lohausen
Liczba graczy
1-4
Czas rozgrywki
50-100 min.
Wydawca
Portal Games
Rok wydania
2021
Ocena BGG
8.0 / 10
Moja Ocena
7.7 / 10

Przyszła wreszcie chwila zwątpienia w Pana Felda, obawa, że nie wyczaruje już więcej magii, a nawet jeśli, to ludzki umysł i tak tego nie ogarnie. Feld jednak powrócił, pokazując niezgłębione pokłady wyobraźni i lepiąc klimat lepiej niźli Geslerowa pierogi. Tak powstało Bonfire, gra o bohaterskich krasnoludach sprytnych i przebiegłych skrzatach przeciętnych i nijakich gnomach – hm… Ale nie tylko o nich, są tam Strażniczki Światła, jest rozpalanie ognisk, ratowanie świata, mandragory, tajemnicze ścieżki, magiczne portale i… emocjonujący wyścig, czyja drużyna gnomów zdobędzie więcej punktów zwycięstwa! Ach ten Feld!

Na koniec ciut długiego wprowadzenia cytat z klasyki polskiej kinematografii, który od kilku dni chodzi mi po głowie.

„Feld otwiera oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówi – to są moje gnomy, przeze mnie wykonane i to nie jest moje ostatnie słowo!”

Trudno się z tym nie zgodzić.

 

Całkiem ładny ten nowy Feld!

W tym lekko ironicznym stylu przeszedłem przez kompletnie abstrakcyjną tematykę oraz „Feldowskie” poczucie klimatu, pora więc na wygląd i wykonanie.

Bonfire jest zaskakująco kolorowa, czego nie widać od razu po rozpakowaniu. Ciemne, stonowane pudełko oraz plansze do gry fajnie kontrastują z kolorowymi znacznikami zasobów i żetonami akcji. Co ciekawe, czytelność gry na tym nie cierpi, a intensywna oprawa działa wręcz ożywczo.

W pudełku znajdziemy sporo solidnej tektury, dobrej jakości karty, oraz bogactwo komponentów, na czele z drewnianymi, bardzo ładnie zaprojektowanymi znacznikami zasobów. Wykonanie jest mocną stroną gry, chociaż od strony wizualnej projekt jest dosyć nierówny. Część ilustracji (karty gnomów, poszczególne elementy ikonografii), z lekka trącą tandetą. Sama Ikonografia jest spójna i czytelna. Na początku wywołuje lekki zawrót głowy, ale z czasem i ograniem zdecydowanie zyskuje. Początkowe zagubienie nie jest przypadkowe, skoro gracze mają do ogarnięcia niemal 100 unikalnych symboli i efektów.

 

Spina się ta mechanika czy się nie spina?

Pierwsza rozgrywka w Bonfire nie należy do łatwych, w głowie mamy mętlik od nadmiaru informacji, ikonografia nas przerasta, a na domiar złego kompletnie nie wiemy, o co w tym wszystkim chodzi. Celem nadrzędnym — jak to u Felda — są punkty, ale co dalej? Dopiero po jakimś czasie zaczynamy dostrzegać pierwsze powiązania. Przychodzi czas na świadome decyzje, gra staje się mniej chaotyczna. Rozumiemy już zależności, a ikonografia już tak nie przytłacza. Pojawia się miejsce na długotrwałe planowanie, strategię i próbę realizacji przyjętych założeń. Mechanika, wbrew wcześniejszym obawom, okazuje się spójna i prosta, a abstrakcyjny temat i początkowy chaos już nie działają na nas jak strach na wróble. Wiemy, że kluczem do sukcesu jest umiejętne zarządzanie zasobami i akcjami. Pozostaje optymalizacja, tylko że to akurat najtrudniejszy aspekt całej rozgrywki.

Tura gracza sprowadza się do wyboru jednej z trzech dostępnych czynności, które pozwolę sobie pokrótce wyjaśnić. Najprostszą jest pozyskanie nowych żetonów akcji, bez których niewiele zdziałamy. Do tego celu służą Kafle Losu, które zagrywamy na swojej planszy miasta tworząc swoisty Tetris. Dobrze rozmieszczone zapewnią dopasowanie z symbolami wcześniej umieszczonych tam żetonów, multiplikując liczbę pozyskanych akcji, generując czasami jokery w postaci zasobów (złoto) i uniwersalnych żetonów akcji.

 

Mając już zapas akcji, możemy podjąć się wykonania jednej z nich. Akcje stanowią core rozgrywki, nadając jej odpowiedni bieg i rytm. Większość wymaga użycia konkretnych żetonów (opcjonalnie jokerów), a czasami również zasobów. Siła z jaką wykonujemy akcję, bywa uzależniona od poniesionego przez nas kosztu.

W ramach akcji możemy zdobywać zasoby, żetony akcji i portale. Pozyskać kafle ścieżek, po których będą się poruszały Strażniczki Światła i rekrutować Gnomów zapewniających ciekawe i różnorodne efekty. Możemy pływać pomiędzy wyspami, zdobywając kolejne strażniczki i żetony zadań, pozwalające nam rozpalać ogniska. Możemy wykonać akcję procesji, pozyskując w ten sposób cenne zasoby i prowadząc strażniczki drogą w kierunku płonący ognisk.

Wachlarz możliwości jest spory i zwiększa się wraz z pozyskaniem kolejnych żetonów akcji. Mógłbym teraz szczegółowo wyjaśnić działanie i cel każdej akcji, ale wierzcie mi, na niewiele by się to zdało, a recenzja zaczęłaby niepokojąco przypominać instrukcje. Sprawy nie ułatwia również abstrakcyjna tematyka i mało intuicyjne punktowanie, do którego zaraz dojdziemy, ale przedtem zajmiemy się rozpalaniem ogniska.

 

Rozpalenie ogniska to najważniejsza, a równocześnie jedna z najprostszych mechanicznie czynności w grze, sprowadzająca się do realizacji jednego z posiadanych żetonów zadań. Jeśli spełniamy warunek, możemy obrócić żeton na stronę ogniska, a następnie wysłać stojącego obok Nowicjusza na jedno z pól Wysokiej Rady.

Każdy wysłany Nowicjusz zapewnia nam jednorazową premię, przybliżając jednocześnie moment końca gry. A ten odpala się w chwili, kiedy na polach Wielkiej Rady znajdzie się określona liczba Nowicjuszy, wliczając Neutralnych Nowicjuszy, których możemy aktywować po wypełnieniu warunków jednego z pięciu ogólnodostępnych Zadań Wspólnych. Kiedy to nastąpi, uruchamiamy odliczanie, w czasie którego  gracze mają jeszcze pięć tur na realizację zaplanowanych działań.

Po zakończeniu rozgrywki przechodzimy do punktowania, które jest niczym sterta poplątanych kabli po przeprowadzce. Próbujemy dojść z tym do ładu, ale to musi chwilę potrwać. Szczególnie, że punktujemy za wiele rzeczy, często wymagających posiadania rozpalonych ognisk, które korelują z większością warunków naszego punktowania. Otrzymujemy punkty za ścieżki, portale, karty niektórych gnomów oraz pozostałe zasoby. Kapłanki, które zdołały dotrzeć do rozpalonych ognisk, niewykorzystane kafle losu i oczywiście wszystkie płonące ogniska.

 

Suche fakty!
  • Bonfire skaluje się świetnie niezależnie od liczby graczy i zaskakująco dobrze działa w wariancie dwuosobowym,
  • Czas rozgrywki wynosi około 20 – 25 minut na gracza, w zależności od doświadczenia oraz tendencji do zamulania,
  • Próg wejścia jest stosunkowo wysoki z uwagi na abstrakcyjny temat, ikonografię i warunki punktowania. Po dwóch rozgrywkach dociera do nas prostota tych mechanizmów i gra staje się dużo bardziej przystępna,
  • W Bonfire nie ma bezpośredniej negatywnej interakcji, ale jest sporo podbierania żetonów, kart i zasobów,
  • Regrywalność jest mocną stroną gry, chociaż po kilku rozgrywkach widać pewną mechaniczną powtarzalność, ale też miejsce na nowe strategie i rozwiązania,
Napisy Końcowe!

Przy pierwszym kontakcie Bonfire wywołuje mieszane uczucia, nie tylko z uwagi na abstrakcyjny temat, ale przede wszystkim pozornie chaotyczną mechanikę oraz wyjątkowy mętlik w głowie — co, z czym, kiedy, a przede wszystkim po co! Nie pomaga też rozbudowana ikonografia zmuszająca do ciągłego wertowania instrukcji.

Po 2-3 rozgrywkach przychodzi jednak refleksja, że to naprawdę dobry euras, który ma graczom wiele do zaoferowania. Kilka równoległych strategii, spore spektrum możliwości oraz z gry na grę coraz większy fun. Nawet kompletny brak klimatu i dupowata tematyka – delikatnie mówiąc – przestają nam już tak przeszkadzać!

 

Na pewno chcecie wiedzieć, za co lubię Bonfire: 

  • Jest bardzo wymagająca, ale dzięki elastycznym zasadom korzystania z jokerów, rzadko kiedy mamy poczucie blokady i bezradności,
  •  Zapewnia kilka strategii punktowania i rozwoju, chociaż niektóre są wyraźnie trudniejsze do osiągnięcia od innych. Nie są w moim odczuciu równorzędne, albo jeszcze nie potrafię ich odpowiednio optymalizować,
  • Podoba mi się twist z pozyskiwaniem akcji, jest tricky. Chcesz więcej akcji, jedno słowo i już masz. Tylko że każdy użyty kafel losu to utrata 3 punktów, a na dodatek gra nakłada ograniczenia odnośnie liczby żetonów akcji, jakie możesz zachować, kiedy decydujesz się pozyskać kolejne. Bezmyślne przepalanie żetonów to najprostsza droga do porażki, ale ich brak potrafi nas bardzo ograniczyć. Klasyczny paradoks eurogracza.
  • Interesująco, chociaż mało intuicyjnie, wygląda również kwestia rozbudowy planszy gracza. Rozwijamy się jednocześnie z trzech stron, z lewej budując ścieżki, z prawej portale, a wewnątrz planszy ogniska. Cały trik polega na umiejętnym powiązaniu tych trzech strategii,
  • Doceniam także różnorodność żetonów zadań (66) i kart gnomów (33), oraz ich randomowy setup, który znacząco zwiększa regrywalność tytułu,
  • Odpowiadam mi również możliwość regulacji tempa gry przez graczy. Przyspieszenia lub opóźnienia jej zakończenia. Dzięki temu Bonfire zyskuje dodatkowy aspekt strategiczny.

 

Bonfire to ciekawa i wymagająca łamigłówka, zmuszająca graczy do ciągłej koncentracji, dobrego planowania i konsekwentnej realizacji obranej strategii. Pomimo tej pozornej ciężkości, decyzję graczy są zazwyczaj szybkie, a downtime znikomy. Szczególnie kiedy przemawia przez nas doświadczenie.

Najnowsza gra Pana Felda skierowana jest stricte do zaawansowanych graczy, których nie przerazi wysoki próg wejścia i ilość dostępnych opcji. Bonfire będzie dla nich niczym wątróbka z chianti dla Hannibala Lectera. Za to początkujący gracze mogą odbić się od niej jak od ściany.

Zewsząd słychać głosy, że Feld powrócił i ponownie jest w formie, ale to na razie tylko pobożne życzenia. Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Bonfire to dobra gra, co do tego nie mam wątpliwości, może nawet jedna z naj, ale od Zamków Burgundii dzieli ją przepaść. Z drugiej strony, po wpadkach z Forum Trajanum, Jorvikiem i słabym Merlinie oczekiwania graczy są chyba ciut mniejsze. Jeśli patrząc przez pryzmat wyżej wymienionych tytułów, nie macie pewności, czy warto inwestować w Bonfire czas i pieniądze, to odpowiem wam jednym słowem – Warto!