Łąka – recenzja!

Projekt
Klemens Kalicki
Ilustracje
Karolina Kijak
Liczba graczy
1-4
Czas rozgrywki
45-90 min.
Wydawca
Rebel Studio
Rok wydania
2021
Ocena BGG
8.3 / 10
Moja Ocena
8.0 / 10
Wykorzystane Mechaniki: set collection | hand management | worker placement (twist) | tableau builder

Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości

Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop. Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.

Sprawdź, co oferuje Łąka
  • Prosty, ale bardzo satysfakcjonujący set collection,
  • Przepiękną oprawę wizualną z niesamowicie ilustrowanymi kartami,
  • Tableau builder z ciekawym twistem, dotyczącym nadbudowywania wcześniej zagranych kart i symboli,
  • Fajne powiązanie mechaniki z tematyką, dzięki próbie odwzorowania łańcucha pokarmowego i zależności występujących w przyrodzie,
  • Mechaniczną lekkość, połączoną z przyjemną optymalizacją,
  • Lekką losowość, charakterystyczną dla większość gier karcianych,
  • Rozwinięcie bardzo przyjemnej mechaniki akcji znanej z gry Quadropolis, czyli ciekawy i sprawnie działający twist worker placement,
  • Przystępne zasady, niski próg wejścia i szybki setup,

To również potrzeba dzielenia się planszówkowym doświadczeniem, z którym nierozerwalnie związane są emocje i odczucia towarzyszące ogrywaniu kolejnych tytułów.

Tytułowa Łąka to gra, w której każdy z graczy buduje z kart swoją własną i niepowtarzalną łąkę — szok prawda? Na przestrzeni kilku rund, gracze będą starali się pozyskać i zagrać najciekawsze i najlepiej punktujące karty, reprezentujące głównie florę i faunę tego ekosystemu. Będą również podziwiali krajobrazy, zbierali przedmioty oraz zdobywali punkty za realizację celów przy wspólnym ognisku.

Co w pudełku piszczy?

Przede wszystkim kapitalnie ilustrowane i niezwykle klimatyczne karty, które wyglądają jak małe akwarelowe dzieła sztuki. Do tego solidne, ładne komponenty, na czele z  bardzo funkcjonalnymi, fantastycznymi podajnikami na karty. Tego nie da się opisać, to po prostu trzeba zobaczyć. Za oprawę wizualną odpowiada Pani Karolina Kijak, mój prywatny artystyczny Rookie of the Year. Myślę, że warto zapamiętać to nazwisko.

1
2
3
4
5
1
2
3
4
5
Jest klimat, czy go nie ma?

To zaskakujące, ale jest i to całkiem wyczuwalny. Mamy więc kapitalną różnorodność barw i kolorów, roślin, zwierząt i różnych elementów krajobrazu. Oprawę, która „robi robotę”, ale nie jest w tym względzie osamotniona, ponieważ w sukurs przychodzi jej super pomysł na odwzorowanie łańcucha pokarmowego i łąkowego ekosystemu. Buduje klimat i posiada sporo walorów edukacyjnych — szczególnie dla młodszych graczy — ukazując występujące w przyrodzie zależności. Jakby tego było mało, mam kilkustronicowy indeks zawierający charakterystykę wszystkich karty występujących w grze. W tym Rebelu to się chyba muszą bardzo nudzić. 🙂 Wprowadzenie tematyczne.

Wprowadzenie do zasad.

Rozgrywka toczy się turowo na przestrzeni 6 rund (8 dla czterech graczy). Ruchy wykonujemy naprzemienne, do chwili wykorzystania wszystkich żetonów szlaków — czytaj „akcji” — a te koncentrują naszą uwagę na planszy głównej lub przy ognisku. Żetony zagrywamy przy wolnych slotach, co mechanicznie bardzo przypomina Quadropolis i jest formą wariacji mechaniki worker placement.

Celem nadrzędnym graczy jest pozyskiwanie i zagrywanie kart do swojego tableau, czyli tytułowej Łąki. Poza kilkoma wyjątkami obie czynności wykonujemy tylko w trakcie akcji na planszy głównej. Ognisko odwiedzamy z dwóch powodów, dla realizacji ogólnodostępnych celów gry lub wykonania akcji specjalnych. Ma to swoje plusy, ale jednocześnie ogranicza możliwości rozbudowy naszego tableau i dobierania kolejnych kart.

Karty dzielą się na cztery grupy: krajobrazów, znalezisk, obserwacji oraz podłoży, stanowiące fundament niezbędny do rozbudowy naszej łąki. Krajobrazy są powiązane z kartami znalezisk, ale nie są integralną częścią łąki, dlatego zagrywamy je w oddzielnej strefie, łącząc z żetonami drogi. Najistotniejsze i najpopularniejsze są karty obserwacji, które reprezentują różnorodne gatunki flory i fauny, istotne dla rozwoju naszego karcianego ekosystemu, jak również budynki i związane z nimi obiekty działalności ludzkiej.

Rozbudowa tableau niemal w 100% opiera się na mechanice set collection, czyli zbieraniu zestawów symboli, niezbędnych do zagrywania kolejny kart. Karty mają od jednej do trzech stałych cech — wspomniane wymogi, wartość punktową oraz symbole, z których będziemy mogli w przyszłości korzystać, jeśli karta znajdzie się w naszym tableau.

Po zakończeniu rozgrywki przechodzimy do punktowania, opartego wyłącznie na zagranych kartach oraz spełnionych celach. Wygrywa gracz z najlepszym wynikiem punktowym.

Co mi się w grze podoba?
  • Ogromna liczba kart (prawie 300!), bardzo pozytywnie wpływająca na regrywalność i różnorodność rozgrywek,
  • Ciekawa, rzadko spotykana mechanika akcji, w której klasyczne pola zastąpiono bocznymi slotami na żetony. Ciekawe rozwiązanie działające zdecydowanie na korzyść gry. Ten stosunkowo mało popularny twist mechaniki worker placement zwiększa interakcję oraz taktyczne znaczenie naszych „workerów”,
  • To sprowadza nas do żetonów akcji i ich dualnego zastosowania. Na górze posiadają warunki pozyskania kart z planszy głównej, wyłącznie z określonych rzędów, kolumn i pól na planszy. Na dole efekty specjalne do wykorzystania przy ognisku. Prowadzi to graczy do ciekawych wyborów, zwiększa poziom interakcji i nadaje rozgrywce dodatkowej głębi. Oczywiście na miarę tego, czego można od strony mechanicznej po Łące oczekiwać,
  • Fajne powiązanie mechaniki z tematyką. Odwzorowanie łańcucha pokarmowego, wpływa nie tylko na aspekt dydaktyczny gry i jej klimat, ale także taktykę graczy i świadomy sposób rozbudowy tableau w oczekiwaniu na kolejne, bardziej wymagające, ale i lepiej punktujące karty,
  • Podoba mi się feeling rozgrywki, nieformalnie podzielonej na dwie fazy. Pierwszą jest rozbudowa Łąki, tworzenie silniczka złożonego z symboli widocznych na kartach. Drugim maksowanie wyniku, poprzez zagrywanie najwyżej punktujących kart. W tle — szczególnie w pierwszej fazie gry — toczy się wyścig o realizację celów ogólnych, które mogą decydować o końcowej kolejności graczy,
  • Bardzo intuicyjny sposób rozbudowy tableau, opierający się na prostym, a jednocześnie satysfakcjonującym set collection, lekko pobudzającym nasze zwoje mózgowe, bez obawy o ich przegrzanie,
  • Ciągłe dylematy z gatunku „coś za coś”, towarzyszące graczom niemal od samego początku rozgrywki. Zagranie karty oznacza zazwyczaj nadbudowanie innej, a pozyskanie jednego symbolu, utratę wcześniej posiadanego. Z żetonami akcji jest podobnie, szczególnie pod koniec gry, kiedy walczymy o każdy punkt. Nie jest to odkrycie Ameryki, ale całość działa bardzo sprawnie,

Co budzi moje wątpliwości?
  • Graczom może doskwierać pewna losowość, choć osobiście nie podzielam tego odczucia. Jasne, że zdarza mi się siarczyście zakląć w trakcie rozgrywki, ale skoro są karty, jest również czynnik losowy. To nie wada, tylko cecha gry i wbrew pozorom w Łące doskwiera rzadziej, niż w wielu innych karciankach. Jedna szczęśliwie dobrana karta w Everdell może zapewnić nawet kilkanaście punktów i wygraną. W Łące pozwala zazwyczaj na zyskanie jednego, może dwóch ekstra punkciorów,
  • Pula punktów, którą mogą zdobyć gracze, jest mechanicznie ograniczona. Nie wiem, czy da się w ogóle wycisnąć więcej niż 70? Z jednej strony to dobrze, bo wyrównuje szanse graczy, z drugiej nie pozwala rozwinąć skrzydeł. Wiadomo, że każda gra ma sufit punktowy, tylko że tu jest niezwykle nisko. Po 10 rozgrywkach, moja średnia punktów wynosi 59, a najwyższy wynik 64, co oznacza, że jest wyższy zaledwie o kilka oczek procentowych!
  • Niewielka różnorodność punktowania. Mamy punkty za karty i cele ogólne, na tym koniec. Łące na pewno nie zaszkodzi kilka alternatywnych strategii punktowania, na przykład za realizację prywatnych celów, sety symboli, czy co tam sobie autor wymyśli. Jest w Łące odpowiedni potencjał, warto go wykorzystać,

1
2
3
4
1
2
3
Regrywalność i interakcja.

Wspominałem już, że regrywalność jest sporym atutem Łąki i opinię podtrzymuję. Pomimo ograniczonej strategii punktowania, gra przyciąga niczym magnes, a gracze chcą więcej i więcej. Po pierwsze jest śliczna, a obcowanie z nią to wielka przyjemność. Po drugie, jest prosta, a jednocześnie przemyślana, elegancka i bardzo satysfakcjonująca, co sprawia, że mogę w nią zagrać zawsze i z każdym.

Interakcja między graczami nie dominuje rozgrywki, chociaż nie jest też bez znaczenia dla jej przebiegu. Sprowadza się do blokowania pól, podbierania kart i ogólnych celów gry. Dla jednych to dużo, dla innych zapewne niewiele, dla mnie po prostu w sam raz.

Czas rozgrywki i skalowanie.

Nie skłamię, jeśli napiszę, że realny czas rozgrywki wynosi około 20-25 minut na gracza. Wraz z doświadczeniem gra nieznacznie przyspiesza, ale nie na tyle, żeby o tym dłużej pisać.

Mocną stroną gry jest skalowanie. Rozgrywka jednoosobowa, jest bardzo zgrabna i mechanicznie dopracowana. Warianty na dwóch i trzech graczy sprawdzają się znakomicie, chociaż ten pierwszy jest trochę trudniejszy i bardziej losowy z uwagi na mniejszą rotację kart. W 4-osobowym gronie, gra dalej działa sprawnie, chociaż jest i ciaśniej i dłużej, dlatego preferuję rozgrywki 2 i 3-osobowe.

Napisy końcowe!

Przyznam szczerze, że o Łące dowiedziałem się dopiero w dniu oficjalnej premiery. Umknęła mi w natłoku tytułów i obowiązków. Niby coś tam słyszałem i kojarzyłem, ale automatycznie puszczałem mimo uszu, stosując klasyczne podejście euro dupka i ignoranta. Wychodząc z założenia, że to banał nie wart mojej uwagi. Prawdę mówiąc, dawno już nie zaliczyłem podobnej wtopy! Łąka okazała się strzałem w dziesiątkę, idealnie wpisując w moje obecne planszówkowe potrzeby.

Zapewnia podobny feeling co Everdell, Na Skrzydłach, czy Gizmos. Z jednej strony poczucie rozwoju i wielu możliwości taktycznych, z drugiej oczekiwaną lekkości, elegancję i prostotę zasad. Nie mówię, że Łąką jest mechanicznym odpowiednikiem wyżej wymienionych, bo to nieprawda. Jest do nich trochę podobna, a jednocześnie bardzo różna. To nie jest wyłącznie kwestia kart, wspólnych cech jest więcej, nie przesłaniają jednak unikalnych walorów Łąki, co powoduje, że gra Klemensa Kalickiego zostanie ze mną na długo.

To tytuł, który miał z założenia trafić do szerokiego grona odbiorców i zadanie to spełnił wzorowo. To wspaniała, wielopokoleniowa, edukacyjna gra rodzinna i przy okazji świetne wprowadzenie w gry planszowe. Dla doświadczonych i zaawansowanych graczy znakomicie spełni rolę dłuższego fillera, zapewniając pole do optymalizacji oraz satysfakcjonującą głębię rozgrywki, a przy tym przyjemnie relaksując i odprężając zmęczone ciężkimi tytułami zwoje mózgowe.

Nie jest to tytuł odkrywczy, nie wnosi nowatorskich mechanik, ani przełomowych twistów, ale działa bardzo sprawnie i niemal zawsze powoduje syndrom kolejnej partii. Jest najlepszym przykładem na to, że nie każdy projekt musi brać udział w planszówkowym wyścigu zbrojeń, a znane i sprawdzone rozwiązania, są dalej na propsie. Łąka to w przekroju ostatniego roku chyba najciekawsza gra rodzinna, w jakie miałem okazję zagrać, dlatego dostaje ode mnie pełną rekomendację. Kupujcie i ogrywajcie, naprawdę warto!

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.

Najnowsze Recenzje!
Co jest grane! – Najnowsze wpisy!
Rankingi, felietony i poradniki