Draftozaur – recenzja!

Draftozaur to szybka, prosta gra rodzinna, nie wypada więc, żeby recenzja niepotrzebnie się dłużyła. Będzie więc krótko i rzeczowo, czyli całkowicie odmiennie niż dotychczas. W przypadku większości dorosłych chłopców fascynacja dinozaurami ma swoje źródło w dzieciństwie, tak też jest w moim przypadku. Jestem pokoleniem, które wychowało się na Spielbergowskiej serii Parków Jurajskich i Wędrówkach z Dinozaurami, wspaniałej i nowatorskiej jak na ówczesne czasy animowanej serii filmów dokumentalnych. 

Czytaj dalej

Palec Boży – recenzja!

Czy miewacie czasami to irytujące uczucie, że jakaś siła wyższa kieruje naszym życiem, rzucając w wir nieprzewidywalnych wydarzeń, skomplikowanych wyborów i przeciwności losu? Że jesteśmy częścią gry, niczym pionki na szachownicy i wystarczy jedno pstryknięcie palcami, żeby pchnąć nas w otchłań szaleństwa, wywyższyć, lub zabawić naszym kosztem. Nie wiem, czy to prawda, ale jeśli tak, to najwyższy czas na zmiany, czas na Palec Boży!

Czytaj dalej

Praga Caput Regni – recenzja!

Dziś przeniesiemy się do Czech, a dokładnie do Pragi. Nie tej obecnej, którą kojarzycie z Google, weekendowych wycieczek i występów w piłkarskich pucharach, tylko znacznie mniejszej i skromniejszej, choć na ówczesne czasy imponującej rozmiarem i przepychem — Pragi czasów Karola IV Luksemburskiego. Największego czternastowiecznego europejskiego miasta na północ od Alp. Na długo przed nastaniem Jana Husa i jego Czterech Artykułów Praskich, które doprowadziły do husyckiej rewolty i kilku nieudolnych krucjat na ziemię naszych bliskich sąsiadów.

Zastajemy Pragę w trakcie największego rozkwitu i rozbudowy. Pełną ludzi wszelkich profesji i stanów. Od żebraków po biskupów, książąt i hrabiów, od cieśli i murarzy po kupców i włodarzy. Pełną miejskiego harmidru, ludzkiej krzątaniny i zapewne wszechobecnego sztynku, którego nasz dzisiejszy delikatny zmysł powonienia raczej by nie zdzierżył.

Czytaj dalej

Paris – recenzja!

Paryż budzi wiele skojarzeń, wywołując lawinę emocji i pragnień. To oczywiste, wszak jest miastem miłości, mody, architektury, sztuki, a od niedawna — ku mojemu zdziwieniu — również inspiracją dla planszówkowy projektantów i wydawców! Rozumiem, że to wspaniałe miasto może się kojarzyć z pocałunkiem, miłosnym uniesieniem, romansem, perfumami, modelkami i oczywiście wieżą Eiffla, ale skąd na Boga ta zaskakująca planszówkowa fascynacja stolicą Francji?

Czytaj dalej

Podwodne Miasta: Nowe Odkrycia – recenzja dodatku!

Recenzja Podwodnych Miast wzbudziła wiele kontrowersji wśród części moich czytelników! Właściwie to czytelniczek, a dokładnie jednej. Na szczęście Podwodne Miasta przetrwały to poważne zagrożenie, dzięki czemu mogę bez reszty oddać się recenzji od dawna wyczekiwanego dodatku mojej ulubionej gry planszowej.

Czytaj dalej

Osadnicy: Narodziny Imperium – Poprzez Historię – Recenzja!

Moja przygoda z Osadnikami: Narodziny imperium rozpoczęła się wiele lat przed ich oficjalną planszówkową premierą. Jestem na tyle młody, żeby ogarnąć, do czego służy przycisk Netflixa na pilocie TV, a jednocześnie na tyle stary, żeby pamiętać czasy Commodore i Amigi. To właśnie wtedy narodziła się historia serii kultowych gier komputerowych The Settlers, w których główne role odgrywali charakterystyczni i bardzo sympatyczni mali osadnicy, krzątający się przy swoich obowiązkach bez zmęczenia i chwili wytchnienia. Przyznaję bez bicia, że The Settlers to jedna z moich ulubionych gier czasów młodości.

Czytaj dalej

Podwodne Miasta – Recenzja!

Dzisiejsza recenzja będzie wyjątkowa i to z kilku względów. Ważnym, ale z pewnością nie najważniejszym jest pierwsza rocznica działalności bloga, która miała miejsce w wakacje, o czym kompletnie zapomniałem. Żona stwierdziła, że Stare Kości traktuję równie nieodpowiedzialnie, jak nasze małżeństwo, dlatego obie rocznicę mam w … Chciałbym to zdementować, naprawdę zależy mi na blogu! 🙂 .

Czytaj dalej

New Frontiers – Recenzja!

13 lat! Tyle minęło od premiery Race for The Galaxy! Szmat czasu. Mój syn jest w podobnym wieku, tylko w przeciwieństwie do kultowej gry Thomasa Lehmanna po nim niestety łatwiej dostrzec upływ czasu. RftG w bezprecedensowy sposób oparła się nieuchronnemu biegowi rzeczy. Nie starzeje się, nie traci na wartości i po latach sprawia wrażenie równie brzydkiej, jak w dniu wydania. Nie bez powodu przez wielu uważana za najlepszą karciankę ever! Doczekała się kilku dodatków i trzech reinkarnacji. Pierwszą był Roll (2014), kościana wariacja Race’a. Ładne wydanie, customowe kości i odpowiedni hype sprawiły, że stał się modny i pożądany. Bardziej przystępny, ładniejszy, ale subiektywnie gorszy od pierwowzoru. Podobnie jak wydany niedługo później Jump Drive (2017), który z założenia miał być prostszą wersja Race’a, okazał się jednak zbyt prosty i powtarzalny. Trzecim i na razie ostatnim wcieleniem jest New Frontiers, niedawno wydana w polskiej wersji językowej za sprawą wydawnictwa Portal Games. To właśnie tej grze poświęcimy dzisiejszą recenzję. Sprawdźmy jak sobie radzi na tle pozostałych wariacji i czy dorównała kultowemu Race for The Galaxy!

Czytaj dalej

W pogoni za szczęściem + wszystkie dodatki – recenzja!

Eh… życie! Zaczynamy bez planu, ale za to z głową pełną marzeń. Ponoć każdy jest kowalem własnego losu. Łatwiej powiedzieć, trudniej wykonać. Kiedy dorastamy, następuje szybka i brutalna weryfikacja naszych możliwości. Niektórzy z impetem godnym pędzącego strusia, zderzają się ze ścianą własnego potencjału. Przeszkodą dla innych jest brak motywacji, konsekwencji w dążeniu do celu, odpowiednich koneksji czy zasobów. Nie wspominając już o zwykłych pechowcach, jaki wielu chodzi po świecie. Prawdziwe spełnienie zawodowe i osobiste udaje się nielicznym szczęściarzom. Jednak każdy z nas, niezależnie czy pechowiec, czy farciarz, zapewne nie jeden raz zastanawiał się, co by było, gdyby… za żonę miał modelkę Victoria’s Secret, okrążył świat w 80 dni, podążając tropami Fileasa Foga, czy kupił Świat Dysku Ankh-Morpork, kiedy był jeszcze dostępny w retailowej sprzedaży?

Gdyby tak znaleźć sposób, żeby na nowo, po wielokroć przeżywać swoje życie. Spełniać marzenia, popełniać błędy, czerpać garściami, bez konsekwencji i poczucia nieuchronnego upływu czasu. Zdradzę Wam pewien sekret, to nie tylko możliwe, ale i bardzo proste. Wystarczą niespełna dwie stówki, szybkie zakupy i już można ruszać w pogoni za szczęściem!

Czytaj dalej

Pracownia Snów – recenzja!

Każdy z nas śni, jedni częściej, inni rzadziej. Niekiedy bardzo wyraźnie pamiętamy przebieg snu, innym razem budzimy się obdarci z większości szczegółów. Pozostają tylko strzępy historii. Czasami jedynie podświadomie czujemy, że była jakaś faza REM (nie mylić z R.E.M.). Wiele lat temu, kiedy byłem dzieckiem, często śniłem o pościgu, przed którym niestrudzenie uciekałem. Zagrożenie było niejasne, ale wrażenia bardzo sugestywne i realistyczne. Budziłem się zazwyczaj w momencie spadania z dużej wysokości, kiedy chwile dosłownie dzieliły mnie przed potężnym wyrżnięciem o glebę. To było na długo przed Matrixem, dlatego nie wiedziałem, że od asfaltu można się po prostu odbić jak na trampolinie. Dziś brakuje mi tej adrenaliny i chętnie powróciłbym do czasów, kiedy śniłem częściej i lepiej. Niestety z biegiem lat coraz trudniej przychodzi nam pamiętanie snów, co niejednokrotnie mylnie odczytujemy jako ich brak.

Na szczęście z pomocą przychodzi Pracownia Snów, dzięki której możemy śnić do woli i zawsze, kiedy tylko przyjdzie nam ochota. Jeśli podobnie jak ja lubicie śnić lub cenicie znakomite gry planszowe, przeczytajcie co mam Wam do powiedzenia na temat najnowszej gry dwojga mało znanych projektantów (David Ausloos i Pierre Steenebruggen), którzy nie boją się śnić i spełniać marzenia.

Czytaj dalej