Paleo – recenzja!

Projekt
Peter Rustemeyer
Ilustracje
Ingram Schell, Dominik Mayer
Liczba graczy
1-4
Czas rozgrywki
30-75 min.
Wydawca
Lucky Duck Games
Rok wydania
2021
Ocena BGG
7.9 / 10
Moja Ocena
9 / 10
Wykorzystane Mechaniki:  cooperative Game | scenario/mission | simultaneous action selection
Sprawdź, co oferuje Paleo
  • Klimatyczną oprawę oraz wysokiej jakości komponenty,
  • Kooperacyjny format rozgrywki, z wyraźnie wyczuwalną warstwą strategiczną,
  • Niesamowitą regrywalność opartą na kilkunastu unikanych, różnorodnych deckach kart,
  • Ciągłe poczucie zagrożenia oraz presji czasu (szczególnie w wariancie solo),
  • Świetne skalowanie, niezwykła różnorodność i niemożliwy do opisania feeling rozgrywki,

Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości

Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop.

Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.

To również potrzeba dzielenia się planszówkowym doświadczeniem, z którym nierozerwalnie związane są emocje i odczucia towarzyszące ogrywaniu kolejnych tytułów.

Mieszkam w Polsce od urodzenia, czyli stosunkowo długo 🙂 . W tym czasie przeżyłem sporo narodowych kryzysów i politycznych zawirowań, włączając w to stan wojenny. Tu nigdy nie było El Dorado, ale dopiero od niedawna odnoszę wrażenie, że w trybie przyspieszonym cofamy się do paleolitu. Może właśnie dlatego tak gładko wszedłem w tematykę gry Paleo, opowiadającej o znojach, trudach oraz codzienności naszych praprzodków. Chyba po prostu poczułem się jak przysłowiowa ryba w wodzie 🙂 .

Nie bez kozery Paleo określane jest potocznie mianem małego Robinsona Crusoe. Robinsona, którego od lat mam i niezmiennie lubię, chociaż uznaję wyłącznie w wariancie solo. Pomimo odmiennej tematyki, bardziej rodzinnego targetu graczy oraz odczuwalnych różnic mechanicznych, obie gry mają kilka istotnych cech wspólnych. Podobny feeling, mocno wyczuwalny survivalowy klimacik, kooperacyjny format rozgrywki oraz karty. To oczywiście ogromne uproszczenie, co potwierdzi niemal każdy, kto miał okazję poznać obie z wymienionych gier, ale nie pozbawione ziarna prawdy. Jeśli więc odbiliście się od Robinsona niczym politycy od moralności, albo macie poczucie, że to dla Was za wysokie progi, to na kłopoty polecam Paleo! No dobrze, ale czym do neandertalczyka jest całe to Paleo?

Paleo to karciana, kooperacyjna, survivalowa gra o przetrwaniu w epoce kamienia łupanego. Tym, co wyróżnia ją na tle konkurencji, jest niesamowita różnorodność (modularny system decków), dzięki której ma szansę trafiać w bardzo szerokie grono odbiorców. Jeszcze miesiąc temu tytuł ten kompletnie nic mi nie mówił. Sprawiał wrażenie dziecinnego, dlatego szybko znalazł się poza radarem gier, który nawet bez Paleo wygląda jak nieustający atak na Pearl Harbor. Kiedy po wielu zawirowaniach gra nareszcie pojawiła się na sklepowych półkach, wciąż żyłem w błogiej nieświadomości, z której obudził mnie przypadek. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że ten prehistoryczny niezwykły koncept od Lucky Duck Games wcale nie jest dziecięcą popierdółką, ale kooperacją przez duże „K”!

Od pierwszego kontaktu Paleo zachęca klimatyczną oprawą, jakością wykonania, kształtowanymi zasobami, trójwymiarowymi komponentami, ale przede wszystkim mnogością kart. Jest ich multum (ponad 220), są sercem oraz duszą gry, chociaż ich jakość pozostawia lekki niedosyt. To na nich opiera się core mechaniki, to za ich przyczyną Paleo jest tak zajebiście różnorodna i regrywalna. Karty podzielone są na kilkanaście mniejszych decków. Część z nich stanowi bazę każdej rozgrywki (karty podstawowe, członkowie plemienia, sny, pomysły i tajemnice), inne dobierane są rotacyjnie, w zależności od preferencji lub umiejętności graczy.

Do naszej dyspozycji oddano aż 10 modułów (12 z bonusowymi deckami), które można niemal dowolnie miksować. W pojedynczej rozgrywce używamy zaledwie 2-3, a to oznacza niesamowitą liczbę wariacji oraz niemal nieograniczoną regrywalność! Moduły gwarantują duże zróżnicowanie poziomu trudności, zapewniając przy tym odczuwalnie różne wrażenia z rozgrywki. Okazuje się, że poszczególne moduły odkrywają przed nami nie tylko nowe karty, zasady i mechaniki, ale również tematyczne wątki, tworząc coś na kształt obrazkowej mikro opowieść.

Pomimo że rozgrywka opiera się niemal wyłącznie na kartach, próżno szukać w niej mechanicznych związków z deck builderami, albo rozbudową karcianego tableau. Wprawdzie obie mechaniki należą do moich ulubionych, ale to właśnie ich brak sprawia, że Paleo jest tak niesztampowa i wyjątkowa. Rozgrywka opiera się na wspólnym decku kart, podzielonym po równo pomiędzy wszystkich graczy. Decku zawierającym miks nieznanych kart miejsc, skierowanych rewersami ku górze. I to właśnie na podstawie ilustracji wspomnianych rewersów, gracze będą decydować o kolejności ich zagrywania.

Ilustracje należy traktować jak wskazówki, dzięki którym gracze mogą wspólnie planować sekwencję działań nawet na kilka tur do przodu. Każda tura przebiega podobnie, zaczynając od zagrania kart (1 per gracz), odkrycia, a następnie rozpatrzenia w dowolnej kolejności. Musicie wiedzieć, że Paleo to niezwykle rzadkie połączenie długofalowej strategii z twistem przypominającym mechanikę push your luck, tylko w mikro skali. Niektórzy są zdania, że to całkiem udana symbioza, choć ja tak nie uważam. To słowo nie odzwierciedla prawdziwej zajebistości wspomnianego rozwiązania.

Kluczem do sukcesu jest współpraca, umiejętne planowanie oraz szczypta szczęścia, bez której nawet najlepsza strategia może wziąć w łeb. Awersy kart zazwyczaj w istotnym stopniu odpowiadają ilustracjom ich rewersów, ale jak to w grach o przetrwanie często bywa, diabeł tkwi w szczegółach. W trakcie rozgrywki gracze mogą tworzyć pomysły, craftować przedmioty, śnić o dobrych rzeczach, czy zwiększać liczebność plemienia. Mogą również wpaść w sidła, natrafić na niespodziewane zagrożenie, nieoczekiwane przeciwności, albo zwyczajnie nie sprostać wymaganiom na kartach. Dlatego tak istotne jest odpowiednie przygotowanie i współpraca, bez których dobry wynik pozostanie prawdopodobnie w sferze marzeń.

Kiedy skończą się karty, gracze przechodzą do fazy nocy, w której następuje żywienie oraz spełnienie wymogów kart celów, uzależnionych od wykorzystanych w grze modułów. Jeśli przetrwali, tasują, a następnie ponownie dzielą pomiędzy siebie deck kart miejsc, uszczuplony o karty, które po rozpatrzeniu wymagały odrzucenia z gry. Gra kończy się na dwa sposoby, przegraną lub wygraną graczy — obie są natychmiastowe. Przegrywamy jeśli otrzymamy piąty żeton czaszki, oznaczający zazwyczaj szczyt naszej kooperacyjnej niekompetencji. Niezwykle zabawny jest za to warunek zwycięstwa, polegający na stworzeniu 5-elementowego, skalnego malowidła mamuta.

Paleo okazało się moim największym zaskoczeniem ubiegłego roku, pomimo że poznałem ją dopiero w przeddzień Wigilii. Gra Petera Rustemeyera zaskoczyła nietuzinkową, dobrze przemyślaną mechaniką, świetnym feelingiem, wszechobecnym klimatem, poczuciem ciągłego zagrożenia oraz nieustanną walki o przetrwanie. Uwielbiam sposób, w jaki gracze zarządzają kartami, wspólnie planując, optymalizując i koordynując działania. Twist związany z rewersami kart jest po prostu boski, a przy tym bardzo tematyczny, podobnie zresztą jak pozostałe aspekty rozgrywki. Ciągła decyzyjność, co zagrać, a co odrzucić, w jakiej kolejności, jakie będą tego konsekwencje? Tyle wątpliwości, tak mało czasu 🙂 . To wszystko zamknięte w krótkiej, maksymalnie 70-minutowej, ale bardzo intensywnej i angażującej rozgrywce. Zauważyłem również, że mechanika gry stara się w pewnym stopniu zapobiegać syndromowi gracza Alfa, ale w tym względzie wiele zależy od nas samych.

To gra skrojona na każdą miarę, a mając na względzie regrywalność, również na każdą kieszeń. To znakomity tytuł rodzinny, fantastyczny gateway, a jednocześnie wymagająca i satysfakcjonująca propozycja dla bardziej zaawansowanych graczy. Raczej nie polubią jej przeciwnicy gier kooperacyjnych, za to reszta z Was,, powinna dać jej szansę! Paleo sprawia bardzo niepozorne wrażenie, ale musicie wiedzieć, że potrafi być nie lada wyzwaniem, nawet w najprostszej konfiguracji, o trudniejszych nie wspominając. Jest oczywiście kilka wariantów ułatwiających oraz utrudniających rozgrywkę, ale okazji, żeby z nich skorzystać, jeszcze nie miałem. Sporo wiem natomiast o skalowaniu i oświadczam, że Paleo działa bez zarzutu w każdej konfiguracji graczy! Chociaż w większym gronie odczucia z gry są troszkę lżejsze, niż w moim ulubionym 2-osobowym wariancie rozgrywki. To również genialne, a przy tym niesamowicie wymagające wyzwanie solo, z nieznanych powodów pominięte na oznaczeniach pudełka. Tryb jednoosobowy jest zdecydowanie najbardziej angażujący, a przy tym zdecydowanie najtrudniejszy. Frustracja z ciągłych porażek nie nastraja optymistycznie, ale gra wciąga niczym chodzenie po bagnach. Zdecydowanie polecam planszówkowym masochistom 🙂 .

Paleo nieodzownie kojarzy mi się z prześmieszną animacją Krudowie, a najbardziej z głową ich rodu, nadopiekuńczym Grugiem. Teraz już rozumiem, przez co ten biedaczyna musiał przechodzić. Sceny z jego udziałem wyglądają jak żywa reklama Paleo. Zazwyczaj kompletnie nie pojmuję wyborów niemieckiej kapituły dla corocznych nagród Spiel des Jahres, ale w tym roku zgadzam się z nią w pełnej rozciągłości. Paleo absolutnie zasłużenie zdobyło nagrodę Kennerspiel des Jahres, czyli zaawansowanej gry planszowej 2021 roku. Kupujcie więc i grajcie, dopóki jest jeszcze dostępna, bo to naprawdę zacny tytuł.

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.

Najnowsze Recenzje!
Co jest grane! – Najnowsze wpisy!
Rankingi, felietony i poradniki