Disney Villainous – recenzja!
| Materiał reklamowy: Gra Disney Villainous została przekazana do recenzji przez wydawnictwo Ravensburger. Zapewniamy, że wydawca w żaden sposób nie ingerował w treść oraz wnioski zawarte w poniższym materiale / artykule. |
ProjektProspero Hall |
IlustracjeN/A |
Liczba graczy2-6 |
Czas rozgrywki30-60 min. |
WydawcaRavensburger |
Rok wydania2021 |
Ocena BGG7.0 / 10 |
Moja Ocena6.5 / 10 |
| Wykorzystane Mechaniki: hand management | tableau builder | variable player powers |
Sprawdź, co oferuje Disney Villainous
- Fenomenalny klimat oraz oprawę godną Disnejowskich bajek,
- Sentymentalną wyprawę do czasów dzieciństwa,
- Ciekawą, unikalną mechanicznie rozgrywkę nastawioną na bezpośrednią interakcję,
- Sporą regrywalność wynikającą z różnorodności frakcji oraz celów. Wzmocnioną perspektywą kilku dodatków,
- Odczuwalną losowość oraz pewne problemy z balansem frakcji,
Kiedy byłem dzieckiem, Walt Disney był już tylko wspomnieniem. Kilka lat wcześniej przegrał walkę z chorobą, ale nadal żył w dziecięcych sercach, jako twórca Myszki Mickey, psa Pluto czy Kaczora Donalda. Zaledwie raz w tygodniu i tylko przez godzinę, ale jak się nie ma, co się lubi… Później – dużo później, był obecny niemal w każdym polskim domu. Edukował, dodawał otuchy i bawił do łez. Któż nie pamięta przygód słynnych Gumisiów, Kubusia Puchatka, czy Króla Lwa. Bajki wytwórni Disneya były integralną częścią dzieciństwa, a niekiedy również dorosłości. Nic w tym dziwnego, humor Disnejowskich produkcji sięga daleko poza dziecięce horyzonty.
Jeśli szukacie związku pomiędzy dzisiejszą recenzją a bajkami, wytłumaczeniem jest Disney Villainous. Rodzinna, delikatnie wredna i złośliwa gra planszowa, wydana w Polsce pod koniec 2021 roku za sprawa wydawnictwa Ravensburger. Wspomniana złośliwość wynika z negatywnej interakcji oraz zabawnie przewrotnego celu rozgrywki, za jaki należy uznać kierowanie Disnejowskimi antagonistami. Pamiętacie może typa o imieniu Zangief, drugoplanową postać przezabawnej bajki Ralph Demolka? Otóż ten „sympatyczny” sowiecki – zdecydowanie bez związku z Putinem – zabijaka, powiedział kiedyś „I mówię sobie, jesteś negatywny, ale to wcale nie znaczy, że jesteś zły”. Piękne, proste i daje do myślenia. Czyż nie tacy właśnie są złoczyńcy bajek Disneya – Kapitan Huk, Diabolina, Dżafar oraz cała reszta? Przecież każde dziecko wie, że to często najzabawniejsi bohaterowie bajek, rozśmieszający nas do łez. Najwyższy czas stanąć po ich stronie, ucierając nosa nudnym i do bólu poprawnym bohaterom kultowych Disnejowskich opowieści. Międzynarodowe wydanie gry Disney Villainous doczekało się kilku dodatków, czas najwyższy na polskie wydanie!
Recenzję gry zaczniemy – a jakżeby inaczej – przeglądem komponentów. Bez dwóch zdań mamy tu do czynienia z efektem WOW! Z jednej strony cudowna oprawa żywcem wyjęta z Disnejowskich bajek, z drugiej dopieszczenie niemal każdego, najdrobniejszego aspektu wykonania. Wysokiej jakości karty i żetony, dobrze spasowany insert, kapitalne figurki antybohaterów oraz piękne graficzne zdobienia, które w subtelny sposób dopełniają artystycznej wizji gry. Niestety nie obyło się bez „drobnych” wpadek z tłumaczeniem, które kładą się cieniem na tym niemal doskonałym wydaniu. Problem nie tyle w błędach, które, choć nie powinny, zdarzyć się mogą, ile odczuwalnie rozczarowującym podejściu polskiego wydawcy. Na szczęście 2-3 błędy nie dyskredytują gry, ani pracy włożonej w jej wydanie, a patch ponoć w drodze. Do tego czasu — po dokonaniu drobnych korekt — można spokojnie grać, ciesząc się pełnoprawną rozgrywką.
Musicie wiedzieć, że Disney Villainous to nie lada gratka. Nie tylko dla młodszych pasjonatów Disnejowskiego uniwersum, ale graczy w każdy wieku oraz zróżnicowanym doświadczeniu. Klimat bajek Disneya jest tu tak gęsty, że szczypie po oczach, wywołując sentymentalne łzawienie. Szczególnie pośród starszych graczy, wspominających dawno minione lata dzieciństwa. Młodszych adeptów zachęcać do gry nie trzeba, czerpią z niej pełnymi garściami. Te małe potworki realizują swoje niecne plany z wypiekami na twarzy, ale uśmiechem niewiniątka. Może za wyjątkiem tych, którzy źle znoszą choćby najmniejszy objaw negatywnej interakcji. Wprawdzie w Disney Villainous nie ma jej zbyt wiele, ale kiedy już jest, często boli nie mniej, niż soczysty kop w przyrodzenie.
Rozgrywka jest szybka i intensywna. To zasługa prostej mechaniki oraz intuicyjnych zasad. Założenie gry jest równie proste jak wspomniana mechanika – uprzedzić rywali w realizacji celu gry. Disney Villainous towarzyszy poczucie wyścigu, ale nie w dosłownym znaczeniu tego słowa. Od strony mechanicznej gra sprowadza się do dwóch kluczowych aspektów — aktywacji akcji oraz zagrywania kart, ale po kolei.
Każdy z graczy otrzymuje postać, a z nią przypisany zestaw komponentów. Figurkę, dwie talie kart (Złoczyńcy i Przeznaczenie), planszę zawierającą zestaw unikalnych pól akcji oraz książeczką pomocy naszego antagonisty. Każdy złoczyńca posiadaj unikalny warunek zwycięstwa. Rozgrywka kończy się zwycięstwem gracza, który spełni go jako pierwszy. Tura gacza składa się z trzech niezwykle prostych kroków — ruchu, fazy akcji oraz uzupełnienia ręki (opcjonalnie). Ruch jest obowiązkowy i polega na przemieszczeniu naszego antybohatera z aktualnej strefy akcji do innej. Następnie w dowolnej kolejności, gracz może wykonać wszystkie lub część widocznych tam akcji, na które składają się — zależnie od dostępności oraz frakcji — zagrywanie lub poruszanie kart, czyszczenie ręki, dobieranie żetonów mocy, aktywacja kart akcji lub pokonanie zagrożenia (bohaterów).
Sercem gry są karty, w szczególności talia Złoczyńców, zawierająca karty przedmiotów sojuszników oraz efektów, wspomagających realizację celu lub zapewniających ochronie przed skutkami negatywnych działań innych graczy. W rytmie następujących po sobie tur, villani dążą do optymalizacji, szukając sposobu na spełnienie warunku zwycięstwa. W większości przypadków cel ten sprowadza się kolejno do dobrania, a następnie zagrania odpowiednich kart z predefiniowanej talii Złoczyńców. Diabolina dążyć będzie do rzucenia czterech czarów, Królowa Kier do zwerbowania i użycia karcianej straży, a Kapitan Hak… Biedny Hak ma niestety mocno pod górkę, ale o tym za chwilę.
Żeby nie było zbyt prosto — przynajmniej w założeniu — gracze muszą stawić czoło paru przeciwnościom. Po pierwsze sporej (nawet jak na karciankę) losowość. Powolnemu przeszukiwaniu decku Złoczyńców, a czasem obu talii, celem odkrycia oraz zagrania dosłownie kilku upragnionych kart. Po drugie negatywnej interakcji, która może — chociaż rzadko musi — realnie wpływać na feeling gry. Interakcja w Disney Villainous jest unikalna i pomysłowa, ale cierpi na tę samą przypadłość, co zarządzanie talią Złoczyńców — jest zbyt losowa. Zakłada zagrywanie kart przeszkód w tableau współgraczy, z ich własnych talii Przeznaczenia. To naprawdę udana symbioza mechaniki, tematyki i klimatu gry. Pan Prospero Hall (autor gry) spiął to eleganckim twistem, w którym każdy z graczy dysponuje unikalnym deckiem Przeznaczenia, ale nie posiada nad nim kontroli. Teoretycznie zarządzają nim współgracze, w praktyce często decyduje za nich los. Z założenia jest to mechanizm w stylu „bijemy lidera”, ale działa wybiórczo i losowo. Z tego też powodu, gracze nad negatywną integrację przedkładają realizację własnych celów gry.
W ten oto sposób przechodzimy do najbardziej satysfakcjonującego, a jednocześnie frustrującego aspektu rozgrywki — warunków zwycięstwa! To właśnie różnorodne, klimatyczne cele złoczyńców, oprócz Disnejowskiej licencji i cudownej oprawy, stanowią o sile gry, a jednocześnie są jej największą słabością. W rodzinnym czy stricte casualowym gronie z pewnością przymkniemy oko na wątpliwy balans frakcji, poddając się w zamian specyficznemu flow gry. Bez presji na wynik i narzekania na ograniczoną kontrolę. Jeśli wysoko cenimy sobie balans w grach, to… „Houston, mamy problem!”. Oczywiście nie zawsze, nie w każdym układzie graczy i złoczyńców, ale na tyle często, że może stanowić to spory dyskomfort.
Najlepszym tego przykładem jest biedny Kapitan Huk, z nader skomplikowanym, a przy okazji wyjątkowo losowym celem, który śmiało określić można mianem „Mission: Impossible”. Kiedy większość złoczyńców powoli toruje sobie drogę do zwycięstwa, Kapitan Hak jest zwyczajowo w przysłowiowej czarnej… Okazuje się, że to nie Piotruś Pan, czy utrata dłoni, jest jego największym fatum, tylko cel w grze Disney Villainous. Gracz, który kontroluje Huka, musi się przekopać przez oba decki w poszukiwaniu dwóch konkretnych kart, które… stanowią tylko pierwszą część zadania. To nic, że pomysł ocieka wręcz klimatem, a jedną z kart jest sam Piotruś, skoro zadanie to karkołomne i niemal niewykonalne. Chyba że obie karty wpadną nam w ręce już na początku gry, psując ją dokumentnie. Jest wspomniana interakcja, ale grę Disneya można przyrównać do sprintu na 100 metrów, w trakcie którego nikt za siebie się nie ogląda. Żeby stopować lidera, gracze muszą współpracować, a to ma sens wówczas, kiedy jest ich więcej. Dlatego też Disney Villainous najlepiej skaluje się w 3 i 4-osobowym gronie, a najgorzej – szczególnie w kontekście braku balansu frakcji – w grze 2-osobowej.
Czy to jednoznacznie oznacza, że tego tytułu należy za wszelką cenę unikać? Zapewniam, że nie, ale nie jest to gra dla każdego. Jeśli cenicie sobie kontrolę, strategie oraz balans w grach, to Disnejowskich Złoczyńców możecie sobie z czystym sumieniem odpuścić. Chyba, że stawiacie na czysty fun i niestraszna Wam ani losowość, ani negatywna interakcja. Jeśli tak jest, to gra Disneya wydaje się dla Was stworzona.
Pomimo kilku wad, Disney Villainous ma również całkiem sporo zalet, szczególnie jeśli nie gramy o złote kalesony. To tytuł przepiękny, niezwykle dynamiczny i klimatyczny, gwarantujący wyjątkowy feeling gry oraz mnóstwo dobrej zabawy. Dzieciom rekomendować go nie trzeba, ale rodzicom już wypada. Pomimo cukierkowej oprawy i powierzchownej lekkości, Disney Villainous to intrygujący, angażujący, szybki (30-40 minut), a przy okazji trochę złośliwy wyścig o pierwszeństwo w realizacji prywatnych celów graczy. Może być katalizatorem dobrej zabawy, jak również jej przeciwieństwem. Wiele zależy od Waszych oczekiwań i preferencji. Ja partyjki nie odmówię, ale gry na piedestale nie stawiam. Miałem nadzieję na ciut więcej, czas pokaże, czy zrekompensuje to zapowiedziany Marvel Villainous?


Projekt
Ilustracje
Liczba graczy
Czas rozgrywki
Wydawca
Rok wydania
Ocena BGG
Moja Ocena





















Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.