Serii NK – Sen / Smoki / Kruki – recenzja!

Materiał reklamowy: Gry Sen, Smoki, Kruki zostały przekazane do recenzji przez wydawnictwo Nasza Księgarnia. Zapewniamy, że wydawca w żaden sposób nie ingerował w treść oraz wnioski zawarte w poniższym materiale / artykule.
Projekt
Kilku autorów
Ilustracje
Marcin Minor
Liczba graczy
Kruki 2 graczy
Pozostałe do 4
Czas rozgrywki
30-40 min./gra
Wydawca
Nasza Księgarnia
Rok wydania
2016 – 2020
Ocena BGG
– / 10
Moja Ocena
– / 10
Wykorzystane Mechaniki: –
Sprawdź, co oferuje karciana seria Naszej Księgarni
  • Piękną klimatyczną oprawę Marcina Minora,
  • Proste zasady, niski próg wejścia i szybką rozgrywkę,
  • Sporo możliwości zamkniętych w małych pudełkach,
  • Rozgrywkę na każdą okazję i kieszeń,

Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości

Jeśli doceniasz naszą pracę,
wesprzyj nas w dążeniu do perfekcji! Postaw mi kawę na buycoffee.to

Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop.

Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.

To również potrzeba dzielenia się planszówkowym doświadczeniem, z którym nierozerwalnie związane są emocje i odczucia towarzyszące ogrywaniu kolejnych tytułów.

Jeszcze nie tak dawno, może rok, dwa lata temu, Nasza Księgarnia miała u mnie status dyskontowego wydawcy. Sorry, ale tak było. Na szczęście „co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr”. Czas płynął, zmieniając moje preferencje równocześnie z portfolio wydawcy. Portfolio, obok którego nie sposób dziś przejść obojętnie. Pozbawione wprawdzie ciężki eurasów, ale bogate w mniejsze, niepozorne tytuły, których jeszcze do niedawna raczej unikałem. Na osi czasu bloga pojawiło się już kilka recenzji gier Naszej Księgarni, a kolejne czekają na swoją kolej. Wśród nich trzy, o których dziś Wam opowiem. Czemu aż tyle i to za jednym zamachem? Zacznijmy od tego, że Sen, Smoki oraz Kruki to część jednej linii wydawniczej. Łączy je również zbliżony koncept tematyczny, target graczy, ale przede wszystkim osoba Macina Minora. Człowieka odpowiedzialnego za zilustrowanie polskiej edycji serii. Musicie wiedzieć, że ten Pan krukowi sroce spod ogona nie wypadł i swój fach zna, a jego prace zachwycają stylem, kreską oraz artystycznym rzemiosłem.

Sen Edycja kolekcjonerska

Zaczniemy Snem, zdecydowanie najlepszą grą serii, dostępną w dwóch wersjach, ale dziś skoncentrujemy się wyłącznie na edycji kolekcjonerskiej. Nie chciałem zostawić jej na koniec, obawiając się, że weźmiecie ją nazbyt dosłownie i uśniecie w trakcie czytania 🙂 .

Sen to szybki, bardzo sprytny i przemyślany fillerek na 20-30 minut. Feeling gry przypomina ciut starą dobrą zabawę w memory, ale mechanicznie… Cóż, to bez wątpienia karcianka, nic dodać nic ująć. Celem gry jest zdobycie jak najmniejszej liczby kruków na kartach w naszym tableau. Zadanie niezbyt wymagające, podobnie jak sama gra, ale zwróćcie uwagę na jeden istotny dla jej przebiegu szczegół. Otóż połowa kart graczy jest niejawna nawet dla ich właścicieli! Jak grać i wygrywać podpowie Wam krótki film instruktażowy przygotowany przez samego wydawcę, a po nim przejdziemy do mojej oceny.

W pierwszym kontakcie Sen wydaje się ciut trywialny – ot „głupia losowa gra”. Nie bez powodu piszę o nim, jako o lekkim karcianym fillereku, traktowanym jako dopełnienie udanego planszogrania. Zbierz jak najmniej kruków, a tym samym jak najmniejszą liczbę ujemnych punktów, oto cały sekret udanego snu. Fakt, to prosta gra, ale w najlepszym tego słowa znaczeniu. Pomimo lekkości zaskakuje poziomem decyzyjności i taktycznymi wyborami. Towarzyszy nam wrażenie, że nasza rola sprowadza się do czegoś więcej, niż losowe dobieranie i zagrywanie kart, jak to ma miejsce w… Ups, niewiele brakowało, a byłby spoiler.

Sen nie jest oczywiście pozbawiony wad, bywa nieprzewidywalny i potrafi dopiec fatalnym dociągiem kart, ale to dalej jeden z moich ulubionych fillerków! Pomysłowy (zakryte tableau graczy), prosty, satysfakcjonujący, zabawny i szybki (około 30 min). Mamy tu mini optymalizację, zalążek mechaniki push your luck, karty o zmiennych wartościach i różnych efektach oraz kilka wariantów rozgrywki. Nie bez znaczenia dla wyniku jest również timing, spostrzegawczość oraz dobra pamięć. Ta ostatnia może być kluczem do sukcesu lub przyczyną porażki. Cóż, pamięć bywa zawodna, ale… o czym ja to pisałem?

Sen to miks pozytywnych emocji, delikatnej interakcji oraz świetnej zabawy. Wszystko to okraszone cudownymi ilustracjami Marcina Minora, wysoką jakością kart oraz tylko pozornie funkcjonalnym insertem. Jego pozorność wynika z faktu, że ten, kto go projektował chyba nie słyszał o koszulkowaniu kart. Pal cześć insert, liczy się gra, a ta jest zaskakująco dobra!

Smoki

Kolejna gra, w której możemy podziwiać artystyczny kunszt Marcina Minora. Smoki prezentują się zacnie, aczkolwiek do jubileuszowego Snu ciut im brakuje. W pudełku znajdziemy talię wysokiej jakości kart, kilka żetonów oraz tekturowy insert, który o dziwo mieści karty w koszulkach 🙂 . Pełna rozgrywka, złożona z kilku rozdań zajmuje około 30 minut, a zasady tłumaczy się w mniej niż 5! Niestety na tym koniec dobrych wiadomości. Poniżej – tak dla jasności – pozostawiam do wglądu krótki film wydawcy,  po którym przejdziemy do meritum.

Do testów gry zachęciła mnie mechaniczna zbieżność z siostrzanym Snem. Potencjalnie oba tytuły mają nie tylko zbliżony core mechaniki, ale także setup, sposób punktowania, warstwę taktyczną oraz feeling rozgrywki, co oznacza, że powinny być sobie co najmniej równe. Nic bardziej mylnego! Owszem sporo tu cech wspólnych, ale z wielką przykrością stwierdzam, że Smoki pozbawione są kluczowych atutów Snu – decyzyjności oraz kontroli. Serwują nam za to całe pokłady irytującej losowości oraz wymuszonej, częściowo niezrozumiałej interakcji. Timing oraz decyzyjność graczy, stanowiące o walorach Snu, są dla Smoków zabójcze, niczym czarna strzała wystrzelona prosto w pierś Smauga.

W obu grach zasadniczo chodzi mniej więcej o to samo, ale Smoki zostały niemal całkowicie odarte z warstwy taktycznej. Szkoda, szczególnie że pomysł budowania tableau opartego na zależnościach kart, zapowiadał się nawet lepiej niż w Snach. Za ten niekorzystny stan rzeczy odpowiadają dwa czynniki. Pierwszym jest efekt karty Kruczy Krąg, wymuszający bezsensowną rotację kart w tableau graczy, drugim regulacja tempa gry przez gracza, któremu idzie najlepiej. Jakby sam udany dociąg nie był wystarczającym boostem?

Smoki stanowią idealny przykład zmarnowanego potencjału. Zamiast ciekawego, odpowiednio zbalansowanego fillerka, otrzymujemy grę do bólu przeciętną, losową i chaotyczną. Jeśli jeszcze się wahacie – Smoki czy Sen, to moje zdanie już znacie.

Kruki

Trzecia i jak dotąd ostatnia gra serii. Niebawem dojdzie kolejna, ale póki co koncentrujemy się na Krukach. O Marcinie i jego wkładzie artystycznym już wspomniałem, chociaż z przykrością stwierdzam, że Kruki wizualnie robią zdecydowanie najsłabsze wrażenie. Ot schludne i przyjemne dla oka, nic ponadto. Wykonanie jakby ciut gorsze, ale to tylko moja czysto subiektywna opinia, z którą macie prawo się nie zgadzać. Do tego niespotykany rozmiar kart, wątpię, czy na rynku znajdą się do nich odpowiednie koszulki. Jeśli nie, muszę pochwalić świetnie dopasowany insert, jeśli tak — dupa zbita, bo karty w koszulkach zwyczajnie się w nim nie zmieszczą.

Kruki różnią się znacznie od swoich poprzedniczek. Primo, mamy tu do czynienia z wariacją wyścigu oraz memory. Secundo, to gra stricte dwuosobowa, a tertio, pomimo niezwykle sugestywnej nazwy, mniej w niej kruków, niż w pozostałych tytułach serii. Jeśli potrzebujecie wprowadzenia w zasady, polecam krótki tutorial wydawcy.

Szczerze przyznaję, byłem do tej gry nastawiony sceptycznie. Nie jestem fanem klasycznych 2-osobówek, szczególnie w kategorii fillerków, a przecież tym właśnie są Kruki. Ulgę poczułem już po pierwszej rozgrywce, kiedy przekonałem się, że to solidny, angażujący tytuł. Nie jest to gra wybitna, ale sprawia sporo frajdy i dobrze działa na 2 osoby, a to w wyścigach rzadkość. Kruki to połączenie rywalizacji, interakcji oraz planowania, chociaż szczęście w kartach bywa nader cennym sojusznikiem.

Sercem rozgrywki są kart, szczególnie te specjalne, służące modyfikacji trasy wyścigu, dobieraniu dodatkowych kart, czy uprzykrzaniu życia przeciwnika. Jest ich niewiele, dlatego są tak cenne. Połączenie ich zdolności z posiadanymi kartami ruchu może nam zagwarantować zwycięstwo. Może, lecz wcale nie musi, tym bardziej jeśli obie strony umiejętnie wpływają na kształt trasy oraz tempo wyścigu. Cóż, bez dobrego timingu ani rusz. Jeśli często gracie w dwie osoby i lubicie takie lekkie fillerki, to zerknijcie przychylnym okiem na Kruki.

Na zakończenie recenzji warto wspomnieć o nadchodzącej, czwartej już części serii, która niebawem ukaże się nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia. Grze pod tytułem „Koty”! W tym miejscu składam oficjalny protest, jak długo trwać jeszcze będzie ta jawna planszówkowa międzygatunkowa dyskryminacja? Jako fan psów, w imieniu wszystkich Azorów, Reksiów, Coppperów, Toffików oraz Pimpków mówię głośne i wyraźne NIE! Drodzy wydawcy, NIE wstyd Wam, mało jeszcze gier o kotach? Za sprawą Naszej Księgarni czy dziecięcego wydawcy Haba, nawet kruki wyrastają powoli na planszówkowych celebrytów. Kruki! Ja się grzecznie pytam, co z psami – do budy i waruj? Eh… to się musi wreszcie skończyć… a póki co zacieram rączki, z niecierpliwością oczekują najnowszego fillerka od Naszej Księgarni, rysowanego jak zwykle rękoma Marcin Minora. Dawać mi tu te koty, mój Jack Russell Terrier już czeka. Kto wie, czy nie będzie to pierwsze legacy w ramach serii 🙂 .

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.

Najnowsze Recenzje!
Co jest grane! – Najnowsze wpisy!
Rankingi, felietony i poradniki