Insert e-Raptor Uv Print – Zaginiona Wyspa Arnak – Recenzja!

Dziś będzie z innej beczki, jak to mawiają fani bednarstwa i akrobatyki lotniczej. Pozostajemy oczywiście przy tematyce gier planszowych, chociaż gra będzie tylko tłem dla niespodziewanego bohatera dzisiejszej opowieści. Niespodziewanego o tyle, że tamten dzień zaczął się jak każdy, od szczekania mojej Terrierki Nastki, narzekania zmęczonego trudami życia nastolatka i niezwykle konstruktywnych — w mniemaniu żony — życiowych porad pod moim adresem. Niestety nic nie zwiastowało przełamania rutyny covidowego dnia codziennego. Kiedy to piszę, w słuchawkach — zupełnym przypadkiem — leci patetyczna i bardzo patriotyczna przewodnia nuta Szeregowca Ryana, dodając mym słowom odpowiedniej rangi i powagi. Nie jest to oczywiście wymóg, ale warto odsłuchać, łatwiej Wam będzie przebrnąć przez moją twórczość.

Wróćmy jednak do tematu, po śniadaniu sprawy potoczyły się błyskawicznie. Zupełnie niespodziewanie — nawet dla mnie — nabyłem drogą kupna insert do gry Zaginiona Wyspa Arnak, chociaż jeszcze kilka minut wcześniej dałbym sobie rękę uciąć, że za nic tego nie zrobię. To była prawdziwa okazja i nie mogłem jej przegapić, inaczej wyszedłbym na cienkiego Bolka! Na pewno znacie ten stan planszówkowego uzależnienia, w którym rozsądek próbuje powiedzieć STOP, ale jak zawsze spóźnia się dokładnie o sekundę, a niezrozumiałe szepty w waszej głowie powoli nabierają znaczenia, układając się w dziwnie znajome słowa “It came to me, my own, my love, my precious!”. Na szczęście ja nie mam takich problemów jak wy i potrafię nad sobą panować, ale wróćmy już do meritum, czyli mojego kompletnie spontanicznego zakupu insertu do gry Arnak.

 

Musicie wiedzieć, że to nie jest mój pierwszy, drugi, ani nawet trzeci insert, ale jak dotychczas żaden nie był impulsem do napisania recenzji. Dlaczego ten i czemu teraz — już wyjaśniam! Zacznijmy od tego, że to mój pierwszy insert z płyty HDF (dotychczas wybierałem tańsze, piankowe rozwiązania), a także pierwszy produkt firmy e-Raptor, jaki miałem okazję przetestować. Brzmi to dziwnie, biorąc pod uwagę, że siedzę w planszówkach niemal dekadę, ale tak się jakoś złożyło. Zawsze mi się wydawało, że jakość i funkcjonalność tych rozwiązań nie korelowała z ich wysoką, jak na polskie standardy ceną. Teraz już wiem, że to nieprawda, zaczynam również rozumieć powody, dla których gracze wybierają akcesoria tej firmy, ale skoro to recenzja, to po kolei.

 

Kilka słów o wykonaniu.

Jako dotychczasowy przeciwnik takich mało budżetowych rozwiązań, muszę Wam powiedzieć, że jestem zachwycony wykonaniem insertu firmy e-Raptor. Dokładne cięcia, idealnie gładkie powierzchnie, nie spodziewałem się, że ten insert zrobi na mnie tak piorunujące wrażenie. Wszystko dobrze spasowane i co ważniejsze nie wymaga klejenia. Wiecie, ile czasu zajmuje wyjęcie z wyprasek i sklejenie piankowej alternatywy? Ja wiem, dlatego bardzo doceniam takie bezinwazyjne rozwiązania.

Niemniej jednak to nie płyta HDF, ale zastosowanie technologii UV Print robi na mnie największe wrażenie i chociaż kompletnie się na tym nie znam od strony technologicznej, wiem jedno, efekt końcowy jest fantastyczny! Z natury jestem estetą i wychodzę z założenia, że komponenty i elementy gry muszą cieszyć oko. To jak prezentuje się gotowy do rozgrywki insert gry Arnak, powoduje, że część mojego mózgu, odpowiedzialna za doznania estetyczne ma odlot. Prawdę mówiąc, to najładniejszy insert, z jakim miałem kiedykolwiek do czynienia i nie mówię tylko o grach znajdujących się w mojej kolekcji!

 

Tylko czy wygląd idzie w parze z funkcjonalnością?

Ten konkretny insert e-Raptor jest całkowicie modułowy, co oznacza, że wszystkie elementy są niezależne, dzięki czemu możemy je aktywnie wykorzystywać w trakcie rozgrywki. Najbardziej frustrują mnie gotowe rozwiązania, w których stosuje się odlewany insert, z którego wszystkie komponenty musimy luzem wyciągać do grania. W przypadku Arnaka każdy element insertu stanowi support nie tylko przy setupie, ale również w trakcie rozgrywki. Wszystko znakomicie przemyślane, idealnie spasowane z planszą i bardzo funkcjonalne od strony użytkowej. Sprzątanie po zakończeniu rozgrywki to czysta frajda, koniec z irytującymi woreczkami strunowymi i luźno walającymi się komponentami!

 

A co z parkowaniem gry na regale i ciągłym przewożeniem?

Zrobiłem dziś bardzo rzetelny test, ale więcej go nie powtórzę, ponieważ staram się traktować gry z należytym szacunkiem. Po 30-sekundowym, frywolnym machaniu spakowanym pudełkiem na wszystkie możliwe strony, okazało się, że żaden — powtórzę — żaden element nie zmienił swojego początkowego miejsca w pudełku!

 

Niby fajnie, tylko ile to kosztuje?

Nie będę oszukiwał, tanio nie jest, chociaż w naszym hobby to pojęcie względne i dla każdego gracza może znaczy coś zupełnie innego. To, co dla jednych graczy będzie finansowym sufitem, dla innych może być podłogą. Pimpowanie gier ma sens, czasami sam to robię, ale dotyczy to tytułów, które są tego warte i w które grywam regularnie. W takich sytuacjach często nie uznaję półśrodków, musi być zajebiście i tyle! Z drugiej strony raczej bym nie zastosował takiego rozwiązania do gier, które wyciągam od wielkiego dzwonu. Oczywiście nie każdy ma potrzebę kupowania insertów i wierzcie mi, że doskonale rozumiem ten punkt widzenia. Myślałem podobnie, ale teraz, zupełnie przypadkowo, przez jeden nieprzemyślany zakup, moja perspektywa się zmieniła. Nie odpowiem na pytanie, czy insert do gry Arnak, lub którykolwiek z insertów e-Raptor jest Wam potrzebny, to sprawa indywidualna. Za to mogę napisać, że sam jestem z tego zakupu bardzo zadowolony. Może to komuś pomoże w podjęciu decyzji, albo podsunie pomysł na fajne i funkcjonalne przechowywanie komponentów. Jeśli mój punkt nie trafia na podatny grunt, to nic nie szkodzi, może macie rację, że to nie dla Was… a może jednak nie?