Brzdęk! w Kosmosie: Raban w próżni – recenzja!


Zanim przejdę do recenzji, składam oficjalną skargę na Lucrum Games, ponieważ otrzymałem zainfekowany egzemplarz Brzdęka w Kosmosie! Sprawa jest bardzo poważna, być może łamie Traktat o Przestrzeni Kosmicznej i wymaga mojej zdecydowanej oraz natychmiastowej reakcji. Koduję, hakuję i staję na głowie, żeby wyleźć w jednym kawałku z tej kupy złomu, tego zasranego statku i wszystko na nic! Lord Eradikatus leci na cheatach i ginę praktycznie w każdej rozgrywce! Niektórzy powiedzą, że gram jak dupa i za dużo hałasuję, ale to tylko złośliwe pomówienia, nie dawajcie im wiary. Jestem pewny, że w zmowie z Lordem Eradikatusem jest moja żona, ale to akurat żadne zaskoczenie. Z premedytacją i niekłamaną satysfakcją losuje 5 kostek i wszystkie trafiają w moją „rzyć”. Stoję dosłownie krok od kapsuły ratunkowej, już witam się z gąską, odpalałam cygaro, a tu jeb, jeb, jeb, jeb, jeb i pozamiatane! Drogie Lucrum tak się po prostu nie godzi! Dobra hałasu narobiłem, sprawa poszła w świat, a teraz do rzeczy.

Ten tekst przeczytasz w 10 minut
Rok wydania: 2017 (w Polsce 2019)
Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: 60-90 min
Projektant: Paul Dennen
Wydawnictwo: Lucrum Games (oryginalnie Renegade Game Studios)

 

Co jest grane?

Drugi Brzdęk jak sam tytuł wskazuje, dzieje się w kosmosie — przynajmniej teoretycznie. W praktyce kosmos mamy jedynie w domyśle, ponieważ akcja gry toczy się wyłącznie na statku. Niemniej jednak jest to klasyczne sci-fi, a nasi bohaterowie muszą stawić czoło wielu kosmicznym przeciwnościom losu. Zadaniem graczy jest zhakowanie systemu w celu wykradzenia cennych artefaktów z kolekcji podłego i nikczemnego Lorda Eradikatusa, który opanował całą galaktykę, ale nie potrafi upilnować fantów na własnym statku. Zwycięzca zostanie najbardziej przebiegły i zuchwały złodziej lub jedyny, któremu uda się przeżyć!

 

Gdzie ten klimat ja się pytam? Jak to gdzie, w kosmosie!

Ciężko jednoznacznie ocenić która część Brzdęka jest bardziej klimatyczną, wiele zależy od preferencji samych graczy. Jeszcze przed wydaniem polskiej wersji słyszałem wiele dobrego na temat tłumaczenia kart i smaczków ukrytych w „Kosmosie” i z tego powodu moje oczekiwania nieco rozminęły się z rzeczywistością. Porównując obie gry, bardziej klimatyczny i zabawny wydaje się pierwowzór, może z uwagi na to, że znacznie bliżej mi do fantasy niż sci-fi.

+ Karty klimatem stoją — grafiki są ładne, zabawne i pozytywnie nakręcają rozgrywkę, chociaż mniej niż w poprzednim Brzdęku,

+ Poczucie ciągłego zagrożenia w połączeniu z presją wyścigu świetnie buduje napięcie,

+ Rozbudowa rozgrywki o typowe elementy sci-fi, jak pas transmisyjny, ogólnie dostępne teleportery czy chipy, jest ciekawym dopełnieniem tematyki gry.

 

Czy „brzdęk” może być ładny?

Na żywo prezentuje się znacznie lepiej niż na zdjęciach, jest mniej fotogeniczny od swojej starszej siostry, ale zyskuje przy bliższym poznaniu. Jakością komponentów i poziomem szaty graficznej na pewno nie ustępuje swojej poprzedniczce.

+ Modułowa plansza średnio przypomina wnętrze statku kosmicznego, za to jest bardzo porządnie wykonana i czytelna. Domyślnie ma zastępować 2-stronne plansze stosowane w poprzednim Brzdęku i dodatkach,

+ Pozostałe komponenty są solidne, trwałe i ładne, szczególnie urokliwie (żenujące słowo) prezentują się Meeple,

+ Bardzo funkcjonalny insert, który pozwala wygodnie i bezpiecznie przechowywać zawartość pudełka,

+/ Karty — ładnej ilustrowane, ale nie najtrwalsze. Polecam szybko zakoszulkować po zakupie!

+/ Wielkość pudełka — ja wiem, że w nim mieści się cały statek kosmiczny, ale przez to pudełko wysokością odbiega od standardów, co może utrudniać transport — do plecaka nie wchodzi. Z drugiej strony mamy insert, który ułatwia setup — coś za coś. Tak naprawdę na siłę szukam jakichkolwiek minusów, żeby nie było za słodko.

 

Mechanika, informatyka, smak ryzyka!

Brzdęk w Kosmosie to połączenie mechaniki Deck Buildingu z Push Your Luck. Staramy się zbudować jak najlepszą talię, szukając odpowiednich zasobów, symboli i synergii pomiędzy kartami. Cała rozgrywka opiera się na kartach, dzięki którym możemy pozyskiwać zasoby, kolejne karty, poruszać naszą postacią i walczyć. Jednak z każdą kolejną zakupioną kartą wzrasta prawdopodobieństwo ataku ze strony Lorda Eridikatusa. Podświadomość daje nam sygnały, żeby już nic nie kupować, ale tak trudno się oprzeć, tyle dobrych kart, tyle nowych opcji. Jak syreni śpiew, nowe możliwości kuszą i mącą w głowie, a Lord tylko czeka na sposobność do ataku. W tle oczywiście toczy się zaciekły wyścig o cenne trofea i punkty zwycięstwa. Hałas nie jest naszym sprzymierzeńcem, ale po cichu to można co najwyżej krzyżówki rozwiązywać. Jak mówi stara maksyma — jest ryzyko, jest zabawa!

+ Karty, które możemy pozyskać w fazie zakupów, są bardzo różnorodne i jest ich naprawdę dużo,

+ Rozwinięto sposób synergii pomiędzy kartami. Zrezygnowano z Towarzyszy, a w zamian wprowadzono Frakcje. Odpalenie efektów wymaga zagrania jednocześnie jednego dodatkowego symbolu frakcyjnego, ale korzyści są większe niż w przypadku Towarzyszy,

+ Wprowadzono nowy zasób (kryształy mocy), który jest wymagany do aktywacji niektórych kart. Wprawdzie nie wywracaj rozgrywki do góry nogami, ale na pewno urozmaica,

Zbyt małe możliwości czyszczenia decku z niepotrzebnych i mało przydatnych kart. W grę wkrada się nadmierna losowość, ciężko o sensowny dociąg, który pozwoli efektywnie korzystać z powiązań pomiędzy kartami. Z drugiej strony zbytnia kontrola skutecznie ograniczy emocje i negatywnie wpłynie na klimat gry,

+ Większość kart zapewnia punkty zwycięstwa, co w pewnym sensie jest uzasadnieniem i impulsem do nadmiernej rozbudowy decku. Punkty na kartach uważam za ciekawą alternatywę dla pozostałych strategii i traktuje jako wartościowy element rozgrywki,

+ Przed kradzieżą artefaktu gracze muszą zhakować system, w tym celu w dwóch różnych modułach statku umieszczą kość danych, żeby dostać się do modułu dowodzenia, w którym przechowywane są artefakty. Dodatkowe wymagania, które gracze muszą spełnić, dodają grze głębi i zmuszają do bardziej strategicznej rozgrywki. Brzdęk w kosmosie jest przez to bardziej wymagający od swojej poprzedniczki, nie tracąc przy tym casualowego targetu, a jednocześnie zyskując w oczach zaawansowanych graczy,

+ Świetna implementacja mechaniki Push Your Luck, która zazwyczaj jest domena małych, szybkich (15-25 min) i prostych gier. Brzdęk nie jest szybki, na pewno nie jest mały, ale to jedna z najlepszych gier planszowych w zarządzanie szczęściem!

+ Skoro już jesteśmy przy mechanikach, to Deck Buildingu i Push Your Luck tworzą swoistą symbiozę, znakomicie się uzupełniając i przenikając. Pozyskane karty reprezentują jednocześnie szanse i ryzyko. Z doświadczenia wiem, że znalezienie równowagi w tym aspekcie rozgrywki stanowi klucz do przeżycia. Pazerny złodziej to martwy złodziej!

+ W stosunku do poprzedniej części wprowadzono kilka ciekawych zmian, które rozbudowały grę, pozytywnie wpłynęły na balans, ogólne odczucia z rozgrywki i emocje. Z wyczuciem, bez niepotrzebnych udziwnień, czy ingerencji w mechanikę.

 

Suche fakty

Czyli garść nudnych, a jednocześnie ważnych informacji w pigułce.

+ Czas rozgrywki zazwyczaj zamyka się w 70-80 minutach, nawet w przypadku partii 2-osobowych nie udało nam się osiągnąć pudełkowych 45 minut. W porównaniu z poprzedniczką rozgrywka jest nieznacznie dłuższa, ale to zrozumiałe z uwagi na wprowadzone zmiany,

+ Brzdęk w Kosmosie skaluje się znakomicie! Mechanicznie działa również dobrze niezależnie od ilości graczy (2-4). Najwięcej emocji i „gry nad stołem” bez wątpienia zapewniają rozgrywki 4 i 3-osobowe, z tego względu preferuje je znacznie bardziej od wariantu 2-osobowego,

+ Wprowadzenie dodatkowych celów spowodowało, że rozgrywka stała się bardziej strategiczna, a to z kolei nieznacznie wpłynęło na zwiększenie poziomu trudności. To dalej ten sam Brzdęk — lekki, emocjonujący i trochę losowy — ale także bardziej wymagający.

+ Nie oznacza to, że przedział wiekowy uległ diametralnej zmianie, w kosmiczną wersję spokojnie zagra większość graczy, również tych młodszych (10-11 lat). Natomiast dla Geeków, a w szczególności fanów cięższych tytułów, Brzdęk w Kosmosie jest znacznie bardziej atrakcyjny i satysfakcjonujący od poprzedniczki.

+ Za to regrywalność jest na kosmicznym poziomie! Po kilkunastu partiach w klasycznego Brzdęka i kolejnych sześciu w kosmosie, ciągle nie mam dosyć. Aż strach pomyśleć co będzie, jak w polskiej wersji językowej pojawią się dawno wyczekiwane dodatki!

 

Napisy końcowe!

Mam wielki sentyment do pierwszego Brzdęka, w którego grywałem na długo przed wydaniem polskiej edycji. Już wtedy wiedziałem, że to będzie mój ulubiony Dungeon Crawler, ze względu na mechanikę Deck Buildingu, humor, oraz bardzo luzackie podejście do eksploracji. Oczywiście nie bez znaczenia był fakt, że Brzdęk ma wiele elementów klasycznego wyścigu, a co najważniejsze nie jest kooperacją, których na szczęście unikam skuteczniej niż Lorda Eradikatusa.

Brzdęk w Kosmosie jest bardzo udaną, przemyślaną i dopracowaną kontynuacją. Odpowiedzią na oczekiwania bardziej wymagających graczy, którzy liczyli na lekki powiew świeżości i większe wyzwanie. Mechanicznie różnice są bardzo niewielkie, znając zasady jednego, z biegu zagracie w drugiego, ale to kosmiczną wersję uważam za bardziej emocjonującą, strategiczną i wymagającą.

Gram od kilku lat, ale nie należę do kolekcjonerów gier planszowych. W mojej skromnej kolekcji próżno szukać reliktów przeszłości, zapomnianych i zakurzonych tytułów z dawno minionych czasów. Kolekcja żyje i ciągle ewoluuje w symbiozie z moimi oczekiwaniami. Dlatego jest w niej miejsce tylko dla jednego Brzdęka i aktualnie pozostanie nim kosmiczna edycja.

Dublowanie uważam za bezcelowe, z uwagi na duże podobieństwo pomiędzy edycjami i sporą ilość dodatków, które wprowadzają wystarczającą różnorodność w ramach poszczególnych serii. Nikomu nie sugeruje wyboru, daleki jestem od stwierdzenia, że do grania rodzinnego na pewno lepszy będzie klasyczny Brzdęk, a kosmiczna edycja zadowoli tylko progamerów. Można przetestować obie i podjąć decyzję na podstawie własnych preferencje i oczekiwań, lub kupić wszystko jak leci i uszczęśliwić tym rodzimego wydawcę. Jedno jest pewne, Brzdęka warto mieć w swojej kolekcji!