Boomerang (od Grail Games) – Recenzja

Boomerang to Kickstarterowa premiera 2018 roku, której wydanie przeszło praktycznie niezauważone. Niestety gra była niedostępna w ogólnej dystrybucji, co z pewnością jest głównym powodem małego zainteresowania ze strony graczy. Na szczęście właśnie pojawiła się szansa na zakup tej małej, niepozornej skreślanki. Spieszę więc z krótką recenzją, w której postaram się odpowiedzieć na najważniejsze pytanie — kupić, czy nie kupić?

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Rok wydania: 2018
Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: 30-40 min
Projektant: Scott Almes (Seria Tiny Epic, Heroes of Land, Air & Sea)
Wydawnictwo: Grail Games

Zafascynowany mechaniką Roll & Write, w oczekiwaniu na dostawę Boomeranga próbowałem każdej skreślanki, która wpadła mi w ręce. Większość gier bawiła mnie tylko przez chwilę, a kilka wręcz okazało się sporym rozczarowaniem. Kiedy Boomerang wreszcie do mnie dotarł, dość sceptycznie podszedłem do rozgrywki, szczególnie że mówimy o grze, która składa się zaledwie z 28 kart! Po kilkunastu przeciętnych, schematycznych skreślankach, nie miałem zbyt wielkich oczekiwań i nadziei. Jedynie Welcome To…, That’s Pretty Clever i Kości Obfitości, lepiej lub gorzej przeszły próbę czasu. Ponieważ pierwsza ekscytacja nurtem Rolle & Write już dawno minęła, poważnie rozważałem natychmiastową sprzedaż nowego nabytku. Boomerang dostał jednak swoją szansę i na szczęście w pełni ją wykorzystał. 

W grze wcielamy się w turystów przemierzających kontynent Australijski. Bujamy się z miejsca na miejsce, poznajemy lokalną faunę i florę, zbieramy pamiątki, pływamy, strzelamy foty i staramy się umiejętnie rzucać bumerangiem w taki sposób, żeby do nas wrócił. Oczywiście tematyka gry z mechaniką ma niewiele wspólnego – ale umówmy się, w skreślankach to raczej norma i trudno się temu dziwić.

Nauka zasad zajmuje około 15 minut, rozgrywka trwa 30-40 minut i składa się z 5 rund. W każdej z nich gracze otrzymują 7 kart, jedną zagrywają, pozostałe przekazują do gracza obok. Runda trwa do chwili, kiedy każdy z graczy otrzyma i zagra ostatnia – siódmą kartę. Następnie przechodzimy do punktowania, które odbywa się na koniec każdej rundy. Po piątym punktowaniu sumujemy zdobyte punkty. Zwycięzcą zostaje gracz, który uzbierał ich najwięcej.

Jak łatwo dostrzec, od strony mechanicznej Boomerang oparty jest na drafcie, niemal w całości skopiowanym z gry 7 Cudów. Mechanika draftu okazała się strzałem w dziesiątkę, nie wyobrażam sobie lepszego rozwiązania w tym konkretnym przypadku. To jak dotychczas jedyna poznana przeze mnie skreślanka, w której zastosowano draft. Naprawdę szkoda, ponieważ sprawdza się znacznie lepiej niż losowe turlanie kości i pozytywnie wpływa na zwiększenie interakcji pomiędzy graczami, ale o tym jeszcze za chwilę.

Punktowanie to drugi najmocniejszy element rozgrywki. Polega na zbieraniu zestawów, ale nie jest to klasyczny, nudny Set Collection. Twist polega na odmiennych warunkach punktowania, w zależności od tego, co staramy się zebrać. Zwierzęta punktują tylko w parach, pojedyncze osobniki na nikim nie robią wrażenia. Aktywności za wielokrotność takich samych symboli, a pamiątki wyłącznie, jeżeli zbierzemy ich więcej niż w poprzedniej rundzie. Do tego dochodzi punktowanie za wartość bumerangu na karcie (Press Your Luck) oraz za odwiedzone miejsca i regiony, które zapewniają bonusowe punkty dla najszybszego podróżnika.

Kiedy czytałem instrukcję, miałem wrażenie, że 28 kart to zdecydowanie za mało, żeby zrobić z tego dobrą grę. Przy takiej ilości kart bałem się przede wszystkim o słabą regrywalność, brak głębi rozgrywki i powtarzalność. Okazuje się, że moje obawy były kompletnie nieuzasadnione, pomimo ograniczonej talii kart, gra działa bardzo, bardzo sprawnie i jest niezwykle „miodna”. Ciężko w to uwierzyć, ale Boomerang to gra o niemal nieograniczonej regrywalności. Zapewne co niektórzy właśnie pukają się w czoło i myślą – “co za głupoty ten gość wypisuje”. Ja jednak brnę dalej i z pełnym przekonaniem oświadczam, że Boomerang to zdecydowanie najlepsza skreślanka, w jaką miałem okazję do tej pory zagrać, a ograłem ich przeszło dwadzieścia, włącznie z takimi perełkami jak Fleet: The Dice Game, On Tour czy  Welcome to Dino World!

Mechanika oparta na drafcie, w znaczący sposób ogranicza bolączkę większości skreślanek, czyli mniejszą lub większa losowość. Wielką zaletą Boomeranga jest ciągła interakcja pomiędzy graczami. To nie klasyczny Roll & Write, w którym poziom interakcji sięga zenitu, kiedy jednemu z graczy ołówek spadnie ze stołu, a drugi go podniesie i poda właścicielowi. W Boomerangu ważna jest każda karta i decyzja. Cały czas obserwujemy, co zbierają inni gracze i jakich symboli potrzebują. To gra wielu wyborów, których dokonujemy przez całą rozgrywkę, od pierwszej do ostatniej karty i wszystkie mogą mieć znaczenie dla końcowego wyniku. Zbierać zwierzątka, czy lepiej szukać punktów w pamiątkach? Iść w aktywności, a może polować na bonusy za regiony? Dobierasz karty i szacujesz, co mogą mieć w ręku przeciwnicy, i czy na pewno nie zabiorą ci tego, na czym tak bardzo ci zależy. Smaczku dodaje fakt, że pierwszą kartę w rundzie zagrywamy zakrytą, dzięki czemu część naszych planów jest nieznana pozostałym graczom. W każdej rundzie starasz się wycisnąć z kart, ile się da, a to wcale nie jest takie proste. Szczególnie że strategie pozostałych graczy często mogą się pokrywać z naszą.

W Boomerang zagrałem już ponad 20 razy i ciągle nie mam dosyć. To jedna z tych gier, która łączy pokolenia i działa równie dobrze w każdym układzie graczy (2-4). Na 2 i 3 osoby trudniej zrealizować strategię, ponieważ w każdej rundzie część kart nie bierze udziału w rozgrywce. Nie wpływa to jednak negatywnie na odczucia z gry i balans, szczególnie że już po chwili wiemy jakie karty krążą w grze i na czym powinniśmy się koncentrować w tej rundzie.

28 kart zajmuje tak mało miejsca, że grę zabieram dosłownie wszędzie z pominięciem toalety i basenu, z uwagi na dużą wilgotność panującą w tych pomieszczeniach 🙂 . Zazwyczaj towarzyszy mi w podróży i wypadach do znajomych. Boomerang to mój najlepszy zeszłoroczny zakup Kickstarterowy i jedna z ulubionych gier w kolekcji. Oświadcza wam to gracz, dla którego kwintesencją planszówek są gry Lacerdy, Suchego czy Uwe Rosenberga – ciężkie, długie i wymagające eurasy.

Trochę szkoda, że szata graficzna nie jest bardziej dopracowana i estetyczna. Na szczęście to drobiazg, na który szybko przestajemy zwracać uwagę.

Nikogo na siłę nie namawiam, ale jak tylko znajdziecie to małe, niedrogie i niepozorne pudełeczko to natychmiast kupujcie!

Tak się składa, że Boomerang dosłownie kilka dni temu pojawił się w moim ulubionym sklepie z grami planszowymi. Jeżeli kogoś zachęciłem do zakupu to grę można aktualnie zakupić na planszostrefa.pl