Wpisy

Boonlake – recenzja!

Wielkie oczekiwania i nie mniejsze nadzieje. Znany i ceniony euro designer oraz temat wałkowany przez niego wiele już razy. Do tego Klemens Franz jako artystyczne guru oraz sałatka punktowa na niespotykaną u Pfistera skalę. Czy z takiego połączenia może wyjść coś dobrego? Sprawdźmy!

Wyprawa do Newdale – recenzja!

 W zaufaniu i ścisłej tajemnicy przed znajomymi, którzy ignorują moje recenzenckie zapędy, zdradzę Wam pewien sekret, w zamian licząc jedynie na dyskrecję. Jeśli się o nim dowiedzą, czekają mnie bardzo trudne chwile. Nie chodzi o uszczypliwości, chleb powszedni naszych regularnych spotkań, tylko obawę, że zanim się zorientuję, wplączą mnie w długą ameritraszową kampanię, przy której niechybnie doczekam reumatyzmu i późnej starości, a to marne perspektywy dla moich starych kości.

Nieoczekiwana prawda jest taka, że polubiłem gry strategiczne z rozbudowanym wątkiem fabularnym! Stąd właśnie dzisiejszy, spontaniczny coming out. Dla człowieka, który jednym tchem potrafi wymienić wszystkie tytuły Lacerdy, Suchego i Rosenberga, to milowy krok w stronę planszówkowej równowagi. To motywacja i jednocześnie powód, dla którego tak lubię gry Pfistera i Laukata, a tytuły takie jak Maracaibo, CloudAge, Wyprawa do Newdale, Bliżej i Dalej, czy kompletne wydanie Robinsona Crusoe od Portalu, są ważnym elementem, mojej suchej jak Sahara kolekcji gier planszowych.

Czytaj dalej

Pracownia Snów – recenzja!

Każdy z nas śni, jedni częściej, inni rzadziej. Niekiedy bardzo wyraźnie pamiętamy przebieg snu, innym razem budzimy się obdarci z większości szczegółów. Pozostają tylko strzępy historii. Czasami jedynie podświadomie czujemy, że była jakaś faza REM (nie mylić z R.E.M.). Wiele lat temu, kiedy byłem dzieckiem, często śniłem o pościgu, przed którym niestrudzenie uciekałem. Zagrożenie było niejasne, ale wrażenia bardzo sugestywne i realistyczne. Budziłem się zazwyczaj w momencie spadania z dużej wysokości, kiedy chwile dosłownie dzieliły mnie przed potężnym wyrżnięciem o glebę. To było na długo przed Matrixem, dlatego nie wiedziałem, że od asfaltu można się po prostu odbić jak na trampolinie. Dziś brakuje mi tej adrenaliny i chętnie powróciłbym do czasów, kiedy śniłem częściej i lepiej. Niestety z biegiem lat coraz trudniej przychodzi nam pamiętanie snów, co niejednokrotnie mylnie odczytujemy jako ich brak.

Na szczęście z pomocą przychodzi Pracownia Snów, dzięki której możemy śnić do woli i zawsze, kiedy tylko przyjdzie nam ochota. Jeśli podobnie jak ja lubicie śnić lub cenicie znakomite gry planszowe, przeczytajcie co mam Wam do powiedzenia na temat najnowszej gry dwojga mało znanych projektantów (David Ausloos i Pierre Steenebruggen), którzy nie boją się śnić i spełniać marzenia.

Czytaj dalej