Santa Monica – recenzja!

Projekt
Josh Wood
Ilustracje
Jeremy Nguyen, Josh Wood
Liczba graczy
2-4
Czas rozgrywki
30-40 min.
Wydawca
FoxGames
Rok wydania
2021
Ocena BGG
7.4 / 10
Moja Ocena
7.8 / 10
Wykorzystane Mechaniki: card drafting | set collection | tile placement | tableau builder

Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości

Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop. Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.

Sprawdź, co oferuje Santa Monica
  • Nietuzinkową tematykę połączoną z klimatyczną i zabawną oprawą graficzną,
  • Szybką rozgrywkę pozbawioną nudy i downtime,
  • Przemyślaną mechanikę, opartą na prostym drafcie, budowaniu tableau i zarządzaniu workerami,
  • Fajny twist lub jak kto woli symbiozę mechaniki set collection oraz tile placement,
  • Satysfakcje z budowanie ciekawego i wcale nie tak oczywistego tableau,
  • Kilka zazębiających się, ciekawych sposobów punktowania,
  • Zaskakująco dobry 2-osobowy wariant rozgrywki,
  • Gwarancję świetnie spędzonego czasu,

.

To również potrzeba dzielenia się planszówkowym doświadczeniem, z którym nierozerwalnie związane są emocje i odczucia towarzyszące ogrywaniu kolejnych tytułów.

FoxGames to sprytne, przebiegłe liski. Planowanie premiery „plażowej” gry Santa Monica w najgorszym wakacyjnym okienku pogodowym, wymaga nie lada umiejętności. Nie wiem jak, ale dali radę. Są lepsi niż Zubilewicz i Gardias razem wzięci. 

Dla mnie bomba, szczególnie że jesień w tym roku przyszła do nas już w połowie sierpnia. Błękitne, słoneczne plaże Santa Monica, to najlepsze antidotum na panujący marazm pogodowy. Wystarczy otworzyć pudełko i rozłożyć komponenty, żeby poczuć jak ciepła bryza znad oceanu, delikatnie chłodzi nasze rozgrzane ciała. Opalone letnim słońcem, nasmarowane… stop, na Boga stop! Muszę się opamiętać, bo zaraz zrobi się z tego 50 twarzy Foxa, a tego byśmy nie chcieli. Skoncentrujmy się na rozgrywce i komponentach, pozostawiając tętniące życiem plaże Santa Monica własnemu losowi.

Do rzeczy, ile można czekać?

Na koniec wprowadzenia wypada choć trochę przybliżyć koncepcję tematyczną gry, a ta jest ściśle związana z piaskiem, plażą, oceanem i słońcem. Naszym zadaniem jest stworzenie najbardziej atrakcyjnych, turystycznych bulwarów, wykorzystując do tego celu pozyskane karty krajobrazu. Od graczy zależy, czy będą to miejsca tętniące życiem i plażowiczami, czy ciche zakątki, w których swój spokojny azyl znajdą turyści spragnieni obcowania z naturą. Celem są oczywiście punkty zdobywane na wiele sposobów – za sąsiadowanie, set collection, realizację celów i aktywnie spędzających czas plażowiczów. Zwycięzcą zostanie gracz, który na koniec gry będzie miał w butach najwięcej piasku! Wkręcam Was, zdecydują jak zawsze punkty. 

Co w pudełku piszczy?

Głównym wypełnieniem pudełka jest letnia, oceaniczna bryza. Niezły bajer prawda? Nieuchwytna i niewyczuwalna, ale musi tam przecież być, jak inaczej wytłumaczyć ten bezmiar pustej przestrzeni. Na pewno jesteście ciekawi ile taka bryza zajmuje miejsca? Mniej więcej tyle, co 3-4 zestawy komponentów do Santa Monica. Taka przestrzeń to ogromny potencjał na dodatki, tyle że o żadnym na razie nie słyszałem. Skoncentrujmy się więc ponownie na pudełku podstawki, zawierającym talię solidnej jakości kart, trochę tekturowych elementów oraz sporo drewna. Wykonanie mepeli oraz piaskowych dolarów –  pełen sztos i profeska! 

Oprawa wizualna z początku odstrasza, żeby już po chwili zachwycić klimatem, lekkością, niepowtarzalnym stylem i kreską. Tematycznie trafia w punkt, jest przy tym zabawna i bardzo swobodna. Niektórzy powiedzą „brzydka”, ja odpowiem, że nie wiedzą co dobre 🙂 .

1
2
3
4
5
1
2
3
4
Jest klimat, czy go nie ma?

Cóż, spodziewałem się abstrakcyjnej karcianki, pozbawionej klimatu i mechaniczno-tematycznej symbiozy. W zamian otrzymałem zaskakująco udane połączenie tych trzech składowych. Mamy więc bulwar, plaże, ocean, turystów, VIP-ów i sporo zabawy w zarządzanie całym tym turystycznym bajzlownikiem. Wszystko przemyślane i sprytnie wkomponowane w mechanikę. Można? Można!

Wprowadzenie do zasad.

Gra składa się z tur, rozgrywanych naprzemiennie do chwili, kiedy jeden z graczy nie pozyska do swojego tableau 14-stej karty krajobrazu. Tura gracza składa się z prostych, następujących po sobie czynności.

  1. Pozyskanie jednej z czterech dostępnych w dolnym rzędzie kart krajobrazu,
  2. Umieszczenie jej w swoim tableau,
  3. Dobranie nagród widocznych na zagranej karcie – jeśli tam są,
  4. Skorzystanie z bonusów food trucka albo stałego bywalca, o ile ich znaczniki sąsiadowały z dobraną przez nas kartą — opcjonalnie,
  5. Przesunięcie karty z górnego rzędu do dolnego, a następnie uzupełnienie górnego nową kartą krajobrazu,

Możemy również zrezygnować z wykonania podstawowej akcji i skorzystać z efektu jednej z dwóch płytek piaskowych dolarów. Akcje, które można dzięki nim odpalać, pozwalają na odstępstwa od podstawowych zasad gry, zapewniając przy tym co najmniej jedną kartę i to niekoniecznie z dolnego rzędu. Niestety zawsze jest coś za coś, dlatego za korzystanie z kafli z piaskowych płytek trzeba zazwyczaj słono zapłacić, hm… a może piaskowo. 

Pozyskane karty układamy w swoim tableau w dwóch rzędach, w taki sposób, żeby pasowały rodzajem i bezpośrednio ze sobą sąsiadowały. W grze dostępne są karty bulwarów, które układamy w dolnym rzędzie swojego tableau oraz plaże, zajmujące rząd górny. Rozbudowę naszej turystycznej atrakcji zaczynamy od duże płytki startowej, traktowanej na potrzeby gry jak dwie karty. Posiadającej nie tylko unikalny wygląd, ale także warunki punktowania.

Nagrody za zagranie karty o których już wspomniałem, są ważnym elementem rozgrywki. Zapewniają piaskowe dolary, ale przede wszystkim znaczniki osób, dzięki którym nasza plaża tętni życiem i pachnie punktami. W grze dostępne są trzy rodzaje osób:

W fazie czwartej możemy pozyskać jeden z widocznych żetonów Ulepszeń, o ile uwzględniliśmy to w naszych planach. Ulepszenia zapewniają dodatkowe symbole, przydatne przy Planowaniu rudny. Wprawdzie można się bez nich obyć, ale wrodzony pragmatyzm podpowiada mi, że lepiej mieć, niż później żałować.

  • Mieszkańcy – To chyba oczywiste, ktoś musi przecież pracować,
  • Turyści – w Santa Monica jest ich pełno, każdy ma lustrzankę i opaleniznę na tak zwaną „cegłę”,
  • Celebryci – czyli nasze plażowe gwiazdy, które przechadzają się niespiesznie bulwarem i plażą. Zostawiają ślady podobne do tych, jakie można podziwiać w Międzyzdrojach na deptaku,

Po co ich pozyskujemy? To pytanie zadaje sobie średnio co trzecią rozgrywkę. Zasadniczo dają +20 do klimatu, mogą też zapewnić sporo punktów, niestety nie zawsze dodatnich. Naszym celem jest doprowadzenie ich do obszarów aktywności, widocznych na niektórych kartach krajobrazu. Tylko tam czują się wystarczająco szczęśliwi, żeby punktować na koniec gry. Motywacja jest podwójna, ponieważ ci mniej szczęśliwi, punktują zazwyczaj ujemnie. Przemieszczamy ich korzystając z akcji ruchu, dostępnej głównie na kartach i płytkach piaskowych dolarów. Skąd więc biorą się moje obiekcje? Stąd, że w Santa Monica więcej nie zawsze oznacza lepiej, a duża liczba nieprzypisanych osób, może sprawić nam niezły ból głowy.

Jak powszechnie wiadomo, kasa odgrywa w grach ważną rolę. Tym bardziej na plaży, kiedy nie masz piwka, a słońce mocno parzy. Jeszcze ważniejsi w plażowym biznesie są oczywiście ludzie, ale to odpowiednia infrastruktura — czyli karty — są kluczem dobrze prosperującego sezonowego biznesu. To dzięki nim przyciągniemy plażowiczów i zrealizujemy plan rozwoju nadoceanicznej infrastruktury. Za ich sprawą trzepiemy punkty z tych oraz kilku innych powodów. Stanowią kluczowy element rozgrywki, są jego kwintesencją.  

Kiedy opadnie plażowy piach i rozgrywka dobiegnie końca, zaczyna się punktowanie. Za sąsiadowanie kart, set collection, ogólnodostępne cele oraz plażowiczów. Tych szczęśliwych, którym zapewniliśmy ciekawe zajęcia oraz wakacyjnym malkontentom, obniżających nam bez powodu ocenę na Tripadvisor. Gracz z największą liczbą zdobytych punktów zostaje królem Santa Monica.

Co mi się w grze podoba?
  • Bardzo przystępne, intuicyjne zasady, w których zawarto zaskakującą — jak na tak prosty tytuł — głębie rozgrywki,
  • Idealny – muszę to podkreślić – po prostu idealny stosunek czasu rozgrywki do poziomu mózgożerności. Santa Monica to 30-40 minut niczym nieskrępowanej radości z gry, połączonej z satysfakcjonującą optymalizacją i realizacją założonej strategii,
  • Sposób tworzenia „słonecznego silniczka” punktowego oraz podział kart na plaże i bulwary, wymusza na graczach ciągłą koncentrację i uwagę. Naszym celem jest znalezienie kart najlepiej dopasowanych do misternie tkanej punktowej układanki. Jednak podział tableau na dwa rzędy ogranicza elastyczność i sprawia, że nasze wybory nie są takie oczywiste,
  • Ogromną zaletą Santa Monica jest różnorodność punktowania. Za plażowiczów, set collection i cele, które nie determinują rozgrywki, ale mogą stanowić ważne źródło naszego punktowego dochodu,
  • Pomimo mechanicznej prostoty i plażowych klimatów, to gra mniejszych i większych dylematów. Wybór jednej karty może otworzyć współgraczom dostęp do nowej, kto wie czy nie lepszej. Z drugiej strony, dobieranie słabych kart w celu blokowania przeciwników, nie przybliża nas zazwyczaj do wygranej. Są jeszcze bonusy za food truck i różowego mepela oraz płytki piaskowych dolarów, sporo decyzji jak na tak niepozorny tytuł. 
  • Płytki piaskowych dolarów, to fajnie wkomponowane w rozgrywkę łamacze reguł. Korzystanie z nich bywa drogie, ale często konieczne. W pudełku znajdziemy 4 dwustronne kafelki zawierające łącznie 8 akcji, z których tylko dwie dostępne są w każdej rozgrywce,

Co budzi moje wątpliwości?
  • Stosunkowo niewielka różnorodność płytek celów. Teoretycznie dostępnych jest aż 9 warunków punktowania, ale zamkniętych w trzy stałe sety. Trochę ubogo, chciałoby się więcej, szczególnie że miejsca w pudełku jest pod dostatkiem,
  • Skoro o przechowywaniu mowa, wróćmy do tego tematu raz jeszcze, tym razem na poważnie. Gra jest kompaktowa i takie powinno być pudełko. Nie widzę żadnego uzasadnienia dla rozmiarów obecnego. Nie jest to fanaberia FoxGames, zeszłoroczne anglojęzyczne wydanie wyglądało dokładnie tak samo, tylko po co? Pomijając szereg globalnych czynników na czele z ekologią, regały graczy nie są z gumy, a wolne miejsce to zazwyczaj towar deficytowy,
  • W Santa Monica punktuje niemal wszystko, ale jako zadeklarowany fan sałatek punktowych chcę więcej i więcej. Mam na myśli niejawne cele graczy, których w grze odczuwalnie brakuje. Szkoda, to jeden z moich ulubionych sposobów punktowania, nawet jeśli bywa lekko niezbalansowany,

Regrywalność i interakcja.

W grze do dyspozycji otrzymujemy talię, składającą się z zaledwie 80 kart krajobrazów. Do tego tylko trzy płytki celów końcowych i 8 akcji piaskowych dolarów. Brzmi biednie, nawet bardzo biednie! To było pierwsze moje wrażenie po otwarciu pudełka, jednak życie je szybko zweryfikowało. Liczba komponentów nie powala, to fakt, ale dzięki temu gra jest spójna, a strategie wyważone. W rozgrywkach 2-osobowych na stół trafi około 40% talii! Przy trzech graczach nie więcej niż 60% wszystkich kart, a przecież o regrywalności nie stanowi ich liczba, tylko różnorodność i symbioza. Na przestrzeni krótkiego czasu zagrałem aż 6 partii i po każdej z nich pojawiał się syndrom kolejnej.

Jak na klasyczną, rodzinną karciankę przystało, interakcja w grze Santa Monica sprowadza się wyłącznie do podbierania cennych kart i mniej istotnych bonusów. Nie ma tu miejsca na bezpośrednią, a tym bardziej negatywną interakcję. Na plaży liczy się miła atmosfera i dobra zabawa!

Czas rozgrywki i skalowanie.

Optymalny czas rozgrywki zamyka się w przedziale 30-40 minut. W tych widełkach czasowych i przy tym poziomie skomplikowania gra zapewnia wysokie poziom frajdy oraz satysfakcje z ciekawej, angażującej semi-optymalizacji.

Santa Monica to świetny 40-minutowy filler/gateway, który nie powinien trwać dłużej. Jeśli gracze mają inklinacje do zamulania, to gra traci płynność i robi się za długa.  Dlatego najbardziej sobie cenię rozgrywki 2 i 3-osobowe, do których Santa Monica wydaje się wręcz stworzona.

Napisy końcowe!

Po pierwszej, zeszłorocznej rozgrywce, miałem wrażenie, że ja i Santa Monica nie jesteśmy dla siebie stworzeni. Kolejny powtarzalny gateway, który niczym ciekawym nie zaskoczy i w ekspresowym tempie zniknie z radaru. Czas mijał, a gra — ku mojemu zaskoczeniu — ciągle pozostawała na radarze, kiedy więc pojawiła się okazja do recenzji nie zastanawiałem się ani chwili.

Czy z perspektywy czasu i kilku partii uważam, że to była dobra decyzja? Absolutnie nie! Jeśli gra sprawia nam tyle radości i satysfakcji, określenie „dobra”, jest zwyczajnie nie na miejscu. Santa Monika to gra świetna — dobrze przemyślana, tematyczna, klimatyczna, zajebiście relaksująca, a przy tym odpowiednio wymagająca. Na pewno znajdzie się w topce moich tegorocznych pozytywnych zaskoczeń. Santa Monica sprawdzi się w każdym gronie i każdej sytuacji. W roli wymagającego fillerka, jako gateway, gra rodzinna oraz świetna dwuosobówka. Jeśli nie graliście, spróbujcie koniecznie. Gra potrafi zaskoczyć i zauroczyć największych planszówkowych malkontentów. Na czele z moją żoną, która granie w gry planszowe traktuje niczym orkę na ugorze, ale do zagrania w Santa Monica nie trzeba jej namawiać. 

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.

Najnowsze Recenzje!
Co jest grane! – Najnowsze wpisy!
Rankingi, felietony i poradniki