Western Legends – Recenzja!

Kiedy byłem dzieckiem, w telewizji królowały amerykańskie Westerny z lat 60 i 70, a ponieważ były to czasy PRL-u (to nie jest skrót od „Planszówki, RPG-i, Larpy”), zamiast 200 kanałów mieliśmy zaledwie dwa i to publiczne. Dzieciaki bezwiednie chłonęły klimat Dzikiego Zachodu, świat nieustraszonych rewolwerowców i pojedynków w samo południe. Wierzcie lub nie, ale zestawy rewolwerów można było kupić w biały dzień na byle festynie i bazarze. Każdy szanujący się dzieciak miał co najmniej dwa Colty i porządny kowbojski pas. Billy The Kid, Buffalo Bill, Wyatt Earp, czy Jesse James — osiedla były ich pełne, a szkolne i przedszkolne bale wyglądały jak niedzielne spotkania rodziny Daltonów.

 

Ten tekst przeczytasz w 12 minut
Rok wydania: 2018 (w Polsce 2019)
Ilość graczy: 2-6
Czas rozgrywki: 60-120 min
Projektant: Hervé Lemaître
Ilustracje: Roland MacDonald
Wydawnictwo: Funiverse (oryginalnie Kolossal Games)

 

Z biegiem lat, rozwojem telewizji i kinematografii, Western tracił na znaczeniu, spychany na margines popkultury. Perełki pokroju „Bez Przebaczenia” oraz „Django” pojawiały się rzadko i nie były w stanie na dłużej konkurować z nowymi trendami. W czasach Matrixa, Władcy Pierścieni, Gry o Tron, Wiedźmina, konsol i gier nowych generacji, kina 3D, 4DX i całego efekciarstwa, które nas otacza, Western stał się gatunkiem wymierającym.

W odniesieniu do gier planszowych również nie uchodzi za wiodącą tematykę. Co pewien czas Dziki Zachód objawia się pod postacią Party Games, rzadziej jako temat klasycznej karcianki, czy eurosuchara. Podobnie jak w przypadku filmów, gra warta uwagi trafia się niezwykle rzadko. Jedna z takich perełek została niedawno wydana w Polsce, przez wydawnictwo Funiverse. Warto więc poświęcić parę chwil, żeby zrozumieć, na czym polega jej fenomen.

 

Klimat przez duże K!

Western Legends to gra o tematyce Dzikiego Zachodu i nie ma co do tego absolutnie żadnych wątpliwości. Każdy detal, aspekt rozgrywki i mechanika, tworzą bardzo spójną kompozycję. Z wielką swobodą i lekkością wprowadzają nas w nietuzinkowy, barwny świat Westernu. W efekcie otrzymujemy bardzo dopracowany i klimatyczny obraz Dzikiego Zachodu, nawiązujący do kina, literatury i popkultury, a przy okazji niepozbawiony również tła historycznego.

Zdaniem autora i wydawcy to Sandbox, czyli system, który pozwala graczom na pełną swobodę, ucieczkę od schematów i liniowej rozgrywki. W wielkim skrócie — „róbta co chceta!”. Zadaniem graczy jest zdobywanie punktów legendy, które zadecydują o tym, kto otrzyma miano największej legendy Dzikiego Zachodu. Jak przystało na klasyczny Western, będą strzelaniny, pojedynki w samo południe i napady z bronią w ręku. Nie ominie nas gorączka złota, czy pędzenie bydła przez prerie pełne Indian i bandytów. Wizyty w burdelu Saloonie, Sklepie Wielobranżowym i oczywiście poker, bez którego trudno sobie wyobrazić Dziki Zachód. Opowiemy się po stronie stróżów porządku, bandytów wyjętych spod prawa, lub będziemy działać wyłącznie we własnym interesie. Bez wątpienia gra oferuje sporo możliwości i wolność wyborów, ale czy można ją nazwać Sandboxem? Mam pewne wątpliwości, ale o tym napiszę za chwilę.

 

Dziki Zachód jest zajeb….!

W planszówkowym hobby widziałem już niejedno i ciężko mnie zaskoczyć. Stałem się wybrednym fiutem malkontentem, który nieustannie podnosi poprzeczkę swoich oczekiwań. Western Legends zaskoczyło mnie na wiele sposobów, przeskakując oczekiwania z łatwością godną Siergieja Bubki bijącego swój „nasty” rekord świata. Podoba mi się mechanika, zachwyca klimat, ale największe wrażenie wywarło na mnie wykonanie gry i kapitalna oprawa graficzna, godna ujęć filmowego „Django”, tylko bez przemocy i wiader posoki, które są stałym elementem filmów Tarantino.

+ Plansza do gry jest bardzo czytelna i funkcjonalna, a przy tym niezwykle estetyczna i szczegółowa. Piękne ilustracje, stonowana kolorystyka i mnóstwo detali. Jedna z najlepszych, jakie widziały Stare Kości,

+ Figurki to majstersztyk, pięknie odwzorowane, różnorodne, szczegółowe i dobrze wykonane,

+ Największe WOW robią karty pokerowe, wykonane z niesamowitą dbałością o detale. To zdecydowanie klasa światowa,

+ Jakość wszystkich kart na dobrym poziomie, chociaż sugeruje koszulkowanie jeszcze przed pierwszą rozgrywką,

+ Jakość pozostałych komponentów trzyma poziom i wstydu autorowi nie przynosi, szczególnie customowe kości,

Muszę jednak odjąć punkt za nazbyt cienkie planszetki graczy. To nic nadzwyczajnego, Terraformacja, GWT czy Blood Rage też takie mają, ale przy tym poziomie wykonania wypada zadbać o każdy szczegół,

 

Sandbox, ale tak nie do końca.

Western Legends zapewnia spore poczucie wolności i dowolności — to jest fakt, z którym polemizować nie zamierzam. Gracze mają szereg możliwości, które stwarzają pozory nieograniczonej swobody. Wrażenie, że mamy do czynienia z Sandboxem jest jednak tylko pozorne, a Western Legends równie blisko do Worker Placementu, co gry przygodowej. Osobiście nie czuję rozczarowania z tego powodu, jako euro gracz z krwi i kości jestem wręcz zadowolony, że Hervé Lemaître stworzył taką euro-przygodową hybrydę. Chociaż „stworzył”, w tym konkretnym przypadku to dosyć górnolotne określenie — zmodyfikował — lepiej oddaje stan rzeczy. Trudno nie zauważyć wielu analogii pomiędzy Western Legends a grą Kupcy i Korsarze, która za sprawą słabej dostępności i sporej popularności bywa uznawana za kultową. To nie czas i miejsce na dłuższe porównania obu tytułów, choćby ze względu na dzielący ich wiek. Jednak z mojej perspektywy, Westernowa wersja wykreowana przez Panów Hervéa Lemaître oraz Rolanda MacDonalda jest bardziej przemyślana, ładniejsza i znacząco usprawniona w stosunku do pirackiego pierwowzoru. Powróćmy jednak do tematu Western Legends i sprawdźmy, dlaczego nie jest Sandboxem i czy to ją dyskryminuje w oczach potencjalnych graczy?

+ Western Legends traktuję jako grę przygodową, z elementami ekonomii. Mechanicznie działa niemal jak Worker Placement, koncentrując większość naszych działania na pozyskiwaniu i przetwarzaniu zasobów. Złoto, krowy, kasa, przedmioty i punkty zwycięstwa — to na nich skupimy największą uwagę. To od nich zależy nasz końcowy sukces lub porażka,

+ Różnica pomiędzy klasycznym euro a Western Legends polega na swobodzie ruchu i wyboru akcji oraz otoczce przygodowej, będącej bardzo udanym dopełnieniem ekonomicznej osi gry,

Pomimo tej wolności, Western Legends narzuca graczom ograniczenia, które wymuszają schematyczną rozgrywkę i są zaprzeczeniem idei Sandboxa. Każdy gracz ma limity kasy, złota i krów, jakie może posiadać. W związku z tym konsekwentnie musi te zasoby przetwarzać, przez co rozgrywka bardziej przypomina euro niż grę przygodową. Oczywiście może zebrać maksa, a następnie przystąpić do wydawania zasobów, ale układ na planszy zdecydowanie nie sprzyja takiej strategii, nie mówiąc już o ryzyku utraty cennego ładunku na rzecz współgraczy. W konsekwencji możemy robić wszystko, ale zachowując schematy, niezbędne dla optymalizacji rozgrywki i wysokiego wyniku,

+/ Część akcji do złudzenia przypomina standardowe pola dostępne w grach ekonomicznych. Ja nie uznaje tego za wadę, ale fani gier przygodowych mogą poczuć się lekko rozczarowani. Wymień złoto na kasę i punkty, krowy na punkty i bonus. Kasę na punkty i zakup przedmiotów, które oczywiście dadzą Ci więcej punktów i pozwolą efektywniej przetwarzać zasoby,

+ Na szczęście w grze znajdziemy też kilka bardzo tematycznych i klimatycznych akcji, które dużo bardziej pasują do gier przygodowych niż euro sucharów. Najważniejszą jest gra w pokera, twist klasycznego Hold’ema. Absolutna klasyka, świetnie zaimplementowana do gry,

+ Dla kowbojów szukających mocnych wrażeń, oferta akcji jest aż nazbyt szeroka. Od pojedynku, przez walkę z bandytami, kończąc na napadzie na bank, czy pospolitym rabunku,

+ Wszystkie te akcje mają jeszcze jedną cechę wspólną, do ich wykonania używamy kart pokerowych. Akcje różnią się nieznacznie, ale mają stosunkowo podobny system walki. Jest emocjonujący, a jednocześnie posiada walory strategiczne. Zarządzanie kartami pokerowymi jest jednym z podstawowych warunków sukcesu,

+ W ten sposób dochodzimy do najważniejszego elementu rozgrywki — talii pokerowej — o której już wcześniej wspomniałem. Karty służą do walki, gry w pokera, jako akcje lub ich wzmocnienie. Talia kilkudziesięciu kart, mająca więcej zastosowań i działająca sprawniej niż szwajcarski scyzoryk! Karty są towarem pierwszej potrzeby, bez nich jesteś bezbronny i każdy, dosłownie każdy może ci nakopać w dupsko,

+ Kolejnym bardzo tematycznym elementem gry są ścieżki rozwoju, którymi podążają gracze. Jak w klasycznym Westernie, możesz iść na hazard i zostać wyjętym spod prawa, lub stanąć po stronie stróżów porządku. Odmienne drogi rozwoju, wymagające odpowiednio dopasowanych strategii. To również świetne dopełnienie klimatu i sprytny zabieg wprowadzający lekką asymetryczność rozgrywki. Podział na złych i dobrych zawiera także aspekt kooperacji, chociaż sprowadza się wyłącznie do utrudniania życia wyjętym spod prawa,

+ Każdy z graczy na wstępie rozgrywki otrzymuje jedną z barwnych, kultowych postaci Dzikiego Zachodu. Nasz bohater zapewnia nam unikalną zdolność oraz określa początkowe zasoby. Kolejny drobny element, wpływający na asymetryczność rozgrywki. Dodatkowo każdy z graczy otrzymuje prywatne cele, których wykonanie zapewni dodatkowe punkty zwycięstwa,

+ Rozgrywka oferuje również cele ogólne. Zazwyczaj realizowane przez 2 graczy z uwagi na wymagania i ewentualnie korzyści. To źródło dodatkowych zasobów i punktów, pozyskanych niewielkim nakładem sił. Nie jest to kluczowy element rozgrywki, ale działa zgodnie z prostą wiekową zasadą, że lepiej mieć, niż nie mieć!

 

Suche fakty

Czyli garść nudnych, a jednocześnie ważnych informacji w pigułce.

+ Rozgrywka jest dynamiczna, płynna i w zależności od liczby graczy zamyka się w czasie 90-120 minut. Dodatkowo czas gry można regulować, wybierając jeden z trzech progów punktowych triggerujący zakończenie gry,

+/ Jak na grę pretendująca do miana przygodowej, Western Legends nie jest specjalnie skomplikowany. Mógłbym pokusić się o stwierdzenie, że jest stosunkowo prosty i żadnej grupie graczy nie sprawi większych problemów. Z doświadczenia wiem jednak, że to nie jest do końca prawda. Nawet średnio doświadczeni graczy mają problem ze zrozumieniem wszystkich konsekwencji i aspektów walki oraz umiejętnym zarządzaniem kartami pokerowymi. Z tego względu klasyfikuje WL do kategorii gier Rodzina Plus,

+/ Teoretycznie interakcja jest niezwykle istotnym elementem rozgrywki, w praktyce bywa z tym różnie. Wiele zależy od samych graczy. Jeżeli szukają zwarcia, gra będzie miała wysoki poziom negatywnej interakcji. Jeżeli będą unikali konfrontacji, gra zatraci swój przygodowy charakter na rzecz tematycznego eurasa,

+ Doszły Was słuchy, że losowość jest piętą achillesową gry Western Legends? Uspokajam — tak nie jest! „Gra przygodowa” musi być chociaż trochę losowa i Western Legends taki właśnie jest. Nie zawsze karty podejdą, nie każdy będzie miał asa w rękawie, ale talia pokerowa jest tak różnorodna, a strategii wiele, że 1-2 słabsze dociąg raczej nie rozpieprzą nam całej rozgrywki,

+/ Trochę gorzej prezentuje się kwestia skalowania. Na dwie osoby gra niestety kuleje, nie pokazując całego potencjału. Nie grałem nigdy na 5 osób, ale słyszałem, że rozgrywka staje się zbyt chaotyczna i długa. Za to w gronie 3 lub 4-osobowym działa wyśmienicie i taką właśnie liczbę graczy rekomenduję, podobnie jak serwis Board Game Geek,

+ Regrywalność jest naprawdę dobra, ze względu na liczbę postaci, charakter rozgrywki, czy cele ogólne (karty historii). Gra zachowuje pewną schematyczność, którą trzeba zaakceptować, żeby się naprawdę dobrze bawić i nie rozczarować zbyt płytkim wątkiem przygodowym,

 

Jeszcze więcej Dzikiego Zachodu!

Wraz z podstawką w ofercie sklepów znajdziecie dwa niewielkie rozwinięcia, które w nieznacznym stopniu wpływają na urozmaicenie rozgrywki. Pierwszy z nich „Dobry, zły i przystojny” rozszerza świat Western Legends o trzech dodatkowych bohaterów, 16 kart celów ogólnych (kart historii) i 12 unikalnych Legendarnych Przedmiotów. Drugie z rozwinięć „Za garść dodatków” wprowadza sześciu kolejnych bohaterów. Oczywiście dla fana są to pozycję obowiązkowe, dla pozostałych graczy niekoniecznie. Szczególnie dla kowbojów, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę na Dzikim Zachodzie.

 

Napisy końcowe!

Rozpisałem się bardzo, więc przynajmniej podsumowanie będzie krótkie. Western Legends na pewno nie jest i nigdy nie będzie moją ulubioną grą. Stawiam sprawę uczciwie, jak przystało na fana eurosucharów. Niemniej jednak to zaskakująco dobry tytuł i zasługuje na miejsce w mojej kolekcji. Oferuje kilka strategii, sporą swobodę, oraz świetne połączenie tematyki z mechaniką. Jeżeli do tego dołożymy piękne wykonanie, stosunkowo proste i intuicyjne zasady oraz dosyć szybką, emocjonującą rozgrywkę — wychodzi nam przepis na HIT!

Jasne, że Western Legends to nie gra dla każdego! Hybryda gry ekonomicznej i przygodowej ubranej w niszową tematykę Dzikiego Zachodu może nie przekonać do siebie tak zagorzałych ameritraszowców, jak również fanów suchych gier ekonomicznych. Na szczęście to tylko teoria, bo w praktyce Western Legends to gra adresowana do wszystkich graczy, a uniwersalność jest jej największym atutem. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, a samo obcowanie z grą i świetna zabawa na i nad planszą, rekompensują ewentualne rozczarowania losowością, czy pewną schematycznością. Stare Kości mocno rekomendują Western Legends, życząc wszystkim szczęścia w kartach i powodzenia na prerii!