Wyprawa do El Dorado – recenzja!

Jesteś fanem Reinera Knizii, gier wyścigowych, lub serii filmów Spielberga o przygodach Indiany Jonesa? Dobrze trafiłeś, rozsiądź się wygodnie w fotelu, piwko w dłoń, głęboki wdech i… ej nie spać mi tu jeszcze! Na to przyjdzie pora w połowie tekstu, teraz czytaj, bo to coś specjalnie dla Ciebie! Jeżeli nie czujesz tych klimatów, to nic nie szkodzi, spokojnie czytaj dalej. U mnie jest podobnie — lubię Spielberga, ale nie za Indiego, szanuję Dr. Reinera, ale do fana mi daleko, a ściganie na planszy kojarzy mi się głównie z losowością.

Oczywiście bywają wyjątki jak świetna pod względem tematyki i mechaniki Wielka Pętla, czy znakomita, bardzo złożona i niestety czasochłonna Race! Formula 90. Decyduje jeden element, który w moim odczuciu dzieli te dobre od tych drugich — sposób zarządzania ruchem. Krótko mówiąc: kości — chała, karty — chwała!

Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Rok wydania: 2019
Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: 30-40 min
Projektant: Reiner Knizia
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Być może zadajesz sobie pytanie, po co to robię, skoro na wszystko kręcę nosem i z góry wiadomo, że hejt z recenzji będzie można wyciskać wiadrami. To proste, szukam dobrej i regrywalnej gry wyścigowej, podobnie jak Ty. Za chwilę dowiesz się, czy Wyprawa do El Dorado spełnia te oczekiwania.

Na rynku jest sporo gier wyścigowych o bardzo różnorodnej tematyce i chociaż królują wyścigi samochodowe, czasem trafi się tematyczna perełka. Jednak chyba nic nie jest w stanie przebić pomysłu Dr. Knizii, któremu dobra gra wyścigowa najwyraźniej kojarzy się ze spoconym typem w kapeluszu, mozolnie torującym sobie drogę przez gęstą dżunglę. Pomimo mojego sceptycyzmu okazuje się, że Knizia ma rację — das ist eine großartige Idee! (to świetny pomysł!). Wyprawa do El Dorado to naprawdę dobrze przemyślana tematycznie, klimatyczna i bardzo emocjonująca gra wyścigowa.

Przechodząc do oceny wizualnej, należy wspomnieć, że premiera polskiej edycji (Nasza Księgarnia), miała miejsce niemal dwa lata po pierwszym wydaniu i zbiegła się w czasie z małym liftingiem. Dzięki temu możemy „cieszyć oko” całkowicie nową oprawą graficzną, za którą odpowiada nie kto inny jak Vincent Dutrait (Lewis i Clark, Museum, Nagaraja). A skoro jest Vincent, to możecie być pewni, że jest ślicznie i kolorowo. Jakość kart i komponentów również nie budzi najmniejszych wątpliwości. Zmiany wpłynęły pozytywnie nie tylko na odczucia estetyczne, ale również na czytelność planszy i ikonografię. Szata graficzna to niewątpliwie jeden z atutów tego tytułu, ale to jeszcze nie powód do euforii, bez porządnej mechaniki nawet najładniejsza gra się nie obroni.

Jak wcześniej wspomniałem, wyścigi oparte na kościach są dla mnie zbyt losowe i zamiast dobrej zabawy powodują rozstrój żołądka i skręt kiszek. Na szczęście w Wyprawie do El Dorado nie ma ani jednej kości, są za to karty, mnóstwo kart! Karty reprezentują członków załogi, specjalistów i przedmioty, a charakterystyczny mepel „Indiany Jonesa” będzie określał nasze położenie na mapie (planszy). W każdej turze zagrywamy karty, które pozwolą przemieszczać naszą ekipę, korzystać z umiejętności specjalistów i przedmiotów, oraz werbować nowych członków załogi i pozyskiwać nowy sprzęt. W trakcie wyprawy (wyścigu), liczebność drużyny będzie rosła, lub malała w zależności od obranej strategii, podobnie jak ekwipunek. Niestety nagroda wymaga poświęcenia, o czym dobitnie przekonają się nasi ludzie. Dżungla jest bezlitosna i żąda ofiary, a my bez skrupułów poświęcimy słabeuszy, którzy opóźniają nas w drodze po skarb. Pozostawiając ich w dżungli na pastwę dzikich zwierząt i tubylców, którzy bardziej soczystych i tłuściutkich powieszą nad ogniskiem i upieką. Wśród rdzennej ludności szczególnie popularne są takie śmieszne, zakręcane spirale na patyczku, podobne do ziemniaczanych przekąsek, które kupujemy na naszych wymarzonych wakacjach w nadmorskich Dąbkach. Kto oglądał Avatara, ten ma szansę pamiętać, że „Pandora cię zeżre i wysra bez ostrzeżenia”, podobnie jak droga do El Dorado.

Decydując się na Wyprawę do El Dorado, musicie wiedzieć, że prawdziwy wyścig odbywa się poza planszą i zasadniczo polega na budowaniu decku. Przez pierwszą połowę rozgrywki będziemy „cieniować” talię i pozyskiwać nowe karty. W turze możemy zatrudnić tylko jednego członka ekipy, dlatego przemyślane zakupy to podstawa dobrej strategii. Ruch na mapie jest jedynie odzwierciedleniem naszych umiejętności zakupowych i optymalizacyjnych. W tej grze strategia oparta na szczęśliwym dociągu na pewno się nie sprawdzi, bez usuwania kart z ręki ciężko o wygraną. „Nie ważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz” to myśl przewodnia Wyprawy do El Dorado.

Z jednej strony to lekka gra rodzinna, o niskim progu wejścia i bardzo prostych zasadach, z drugiej Deck Builder, który pozwala na nieograniczoną swobodę. Nie przypominam sobie innej karcianki o takich możliwościach czyszczenia decku i żadnej, która oferuje 18 rodzajów kart dostępnych od początku każdej rozgrywki. Żeby pozyskać nowych członków załogi korzystamy z rynku, który wprowadza pewne ograniczenia zakupowe, ale zarządzają nim gracze i to od nich zależy, które karty znajdą się w ofercie. Od samego początku zresztą możemy pozyskać dowolne karty z poza rynku, korzystając z „Nadajnika”.

Wyprawa do El Dorado wygląda jak ziemia obiecana fanów Deck Buildingu, niestety tylko z pozoru. Karty posiadają bardzo proste efekty i co ważniejsze nie ma między nimi żadnej synergii. To za mało dla doświadczonych graczy, którzy uwielbiają odpalać kombosy i budować talie w oparciu o powiązania pomiędzy poszczególnymi kartami.

Jednak Wyprawa do El Dorado to nie tylko karty, dodatkowym atutem gry jest modułowa dwustronna plansza, zapewniająca ogromna ilość kombinacji tras, a w rezultacie potężna regrywalność. Zmusza graczy do stosowania różnych strategii i budowania talii dostosowanych do układ pól na mapie. W czasie podróży natkniemy się także na kopalnie, z których możemy wydobyć wartościowe artefakty, dzięki czemu uzyskamy przewagę w kluczowych momentach wyścigu.

Dla kogo w takim razie jest Wyprawa do El Dorado? Odpowiedź jest prosta — dla wszystkich! Każdy w tej grze znajdzie coś dla siebie, każdy doceni ją na swój sposób, niezależnie od wieku, preferencji czy doświadczenia. Wspaniale sprawdzi do grania z dziećmi (od 7-8 lat), jako wprowadzenie do Deck Buildingu i gier planszowych. Spotkań przy piwku z casualami albo rodzinką przed niedzielnym obiadkiem. Fani wyścigów docenią mechanikę, bardzo przyjemną budowę silniczka i brak losowości. Zaawansowani gracze oraz urodzeni pod znakiem Deck Builderów uznają zapewne, że Wyprawa do El Dorado to świetny fillerek z potencjałem i to chyba najlepsze określenie dla tej niepozornej gry planszowej. Niezależnie od ilości graczy (2-4), wieku, czy planszówkowego doświadczenia, zapewnia mnóstwo emocji i dobrej zabawy. Jest szybka (30-40 min), nie generuje downtime’u i niepotrzebnej losowości. Pozwala na planowanie i optymalizację, ale nie jest od nich zależna. To jedna z gier, dla których zawsze znajdzie się miejsce na półce i chętni do grania.

Wyprawa do El Dorado to aktualnie jedna z najlepszych i najbardziej przystępnych gier wyścigowych dostępnych na rynku, a biorąc pod uwagę okres przedświąteczny, fantastyczny pomysł na prezent dla całej rodziny. Bardzo liczę na Naszą Księgarnię w kwestii polskiego wydania dodatku, który wprowadza karty bohaterów, nowe strategie i klątwy. To must have dla wszystkich fanów gry! Miłego ścigania, do zobaczenia w drodze do El Dorado!

 

Jeżeli czytanie recenzji to nie Twoja bajka, zapoznaj się z krótkim podsumowaniem.

Z cyklu „Gra skrojona na miarę” – WYPRAWA DO EL DORADO

? „Gra skrojona na miarę” to zbiór krótkich przewodników, które stanowią próbę odpowiedzi na jedno z najtrudniejszych i najbardziej podstępnych pytań w planszówkowym świecie – „czy ta gra mi się spodoba?”

? Lepiej odpuść, jeśli:
  • Kochasz losowość miłością głęboka jak Rów Mariański i nie wyobrażasz sobie grania, bez ciągłego dreszczyku emocji,
  • Gry dzielisz na dwie grupy te, które spaliłeś i te, które zamierzasz spalić,
  • Nie lubisz gier planszowych — a nie przepraszam, to nie ta kategoria.
? Rozważ próbną rozgrywkę, jeśli:
  • Nie lubisz gier planszowych — dzięki Wyprawie do El Dorado to się może szybko zmienić!
  • Wszyscy twoi znajomi już ją mają i ciągle namawiają na partyjkę — jak nie zagrasz, wyjdziesz na wyjątkowego nudziarza.
Zagraj koniecznie, jeśli:
  • Żadne „jeśli” – musisz zagrać i tyle! Pamiętaj, że wakat „Nudziarza” jest ciągle nieobsadzony!