Co jest grane! – Wyspa Kotów – wrażenia z rozgrywki.

Projekt
Frank West
Ilustracje
Dragolisco, Frank West
Liczba graczy
1-4
Czas rozgrywki
60-120 min.
Wydawca
Lucky Duck Games
Rok wydania
2021
Ocena BGG
7.9 / 10
Moja Ocena
6.5 / 10
Wykorzystane Mechaniki: card draft | set collection | tile placement
Warto przeczytać!

Drogi czytelniku, poniższy tekst nie jest recenzją, proszę więc, żebyś podszedł do niego z większym dystansem.  To tylko luźna, niezobowiązująca opinia na temat gry, w którą grałem zbyt mało razy, żeby pozwolić sobie na jednoznaczną ocenę. Takie moje emocjonalne pitu pitu, wrażenia i odczucia, często po zaledwie jednej rozgrywce. Miłego czytania!

Paweł Dołęgowski
Blog Stare Kości

Bardzo przepraszam, ale nie mam czasu na opis strony z racji tego, że ciągle gram, a jak nie gram to piszę… i tak non stop.

Gry planszowe to moja pasja, dlatego uprawiam je z powodzeniem od niemal dekady. Pisanie to wielka przyjemność, ale też krew, pot i łzy.

To również potrzeba dzielenia się planszówkowym doświadczeniem, z którym nierozerwalnie związane są emocje i odczucia towarzyszące ogrywaniu kolejnych tytułów.

Koty, koty, jeszcze więcej kotów — tak w kilku słowach można opisać grę Wyspa Kotów od Lucky Duck Games. Są na pudełku, w instrukcji, na kafelkach, odwzorowane w kształtach drewnianych znaczników, a po rozegraniu choćby jednej partii, przychodzą do nas nawet w snach. Za dużo tych kotów! Czy to oznacza, że Najlepsza gra o kotach, już nią nie jest i jej wydawca będzie musiał w trybie pilnym zmienić tytuł, na „Druga w kolejności najlepsza gra o kotach”? I pomyśleć, że za tym wszystkim stoją kaczki? Bądź tu człowieku mądry i pisz wiersze.

Wróćmy jednak do wspomnianych kotów. Zanim przejdę do meritum, pragnę zwrócić waszą uwagę na swobodny, czysto emocjonalnych charakter wpisu, którego w żadnym razie nie należy traktować jak recenzji. To zbiór luźnych dygresji po zaledwie dwóch partiach, z których druga będzie najpewniej też ostatnią. Czy to znaczy, że Wyspa Kotów nie jest warta Waszej uwagi? Cóż… sprawdźmy!

Wyspa Kotów zaskakuje od pierwszego kontaktu. Pudło z grą jest opasłe niczym Garfield. Wypełnione ogromną liczbą komponentów – kart, kafelków, żetonów oraz plansz graczy. Drewniane znaczniki kotów, plansze oraz karty – dużo kart – wykonane są prima sort! Moje obawy budzą jedynie, ciut mniej solidne kafle kotów oraz skarbów. Ciekawe jak wiele gier i grzebania w worku są w stanie wytrzymać?

Tematem przewodnim gry są oczywiście koty. Te żywe mają nawet wyznaczone specjalne miejsce od wewnętrznej strony pokrywy pudełka. Widać, że autor tego pomysłu słabo zna się na kotach. Przecież to miejsce jest teraz całkowicie démodé. Żaden człowiek nie będzie mówił kotu, gdzie może czy powinien sadzać swój cenny tyłek. Chyba że to celowe zagranie, w takim razie… chapeau bas! Wróćmy jeszcze na momencik do tematu gry, a ten dotyczy akcji ratowania naszych słodkich sierściuchów przed nadejściem… Nie pamiętam co ma nadejść, ale z pewnością nic dobrego, dlatego koty desperacko potrzebują ratunku. Trzeba je wyłapać i umieścić na statkach, zapewniając im bezpieczny transport, a nam cenne punkty zwycięstwa.

Od strony mechanicznej gra jest stosunkowo ciekawa i różnorodna. Mamy tu draft kart oraz klasyczne zarządzanie ręką. Jest walka o kolejność graczy, faza zakupów, punktowanie set collection oraz Tetrisowa wariacja z układaniem żetonów na statkach graczy. Teoretycznie jest tu wszystko, czego oczekujemy po solidnej grze rodzinnej, a tylko tym niestety i niczym więcej jest dla mnie Wyspą Kotów. Nie jest to gra dla geeków, tak z racji ciut infantylnej tematyki — choć ta akurat należy do geekolubnych — jaki i nazbyt familijnego, przebiegu rozgrywki.

Na potwierdzenie tych słów wystarczy wspomnieć o gwarantowanym dochodzie w rybach na poziomie 20 sztuk per runda! Jeśli zastanawiacie się, czy to dużo, podpowiem, że całkiem sporo. Bez kłopotu nabędziemy za to kilka kart oraz ciekawych kocich okazów, a przecież takich wypłat dostaniemy aż pięć! Brak tu miejsca na presję czy umiejętne zarządzanie zasobami. Zaawansowanym graczom doskwierać może powtarzalność oraz stosunkowo długi — jak na tak lekki tytuł — czas rozgrywki. Strategiczne decyzje można policzyć na palcach jednej ręki. Większość z nich podejmujemy w fazie draftu, bez którego tej gry by po prostu nie było. To perspektywa zaawansowanego gracza, który lubi, docenia, a często nawet recenzuje gry rodzinne. Kaskadia, Paleo czy Tajemniczy Ogród łączy różnorodność, regrywalność oraz znakomity stosunek poziomu decyzyjności do czasu gry. Wyspa Kotów natomiast, no cóż…dla doświadczonego gracza będzie prawdopodobnie za prosta, nazbyt powtarzalna i zdecydowanie za długa. Tak było w moim przypadku, stąd zaledwie dwie partie zakończone niezobowiązującą opinią.

Czy to oznacza, że gra jest definitywnie do dupy? Oczywiście, że nie, ale wymaga to istotnej weryfikacji oczekiwań oraz zmiany perspektywy oceny. Wyspa Kotów to solidny tytuł, o ile patrzymy na niego przez pryzmat gier familijnych. Wdzięczny temat oraz przyjemny flow, sprzyjają graniu z młodszymi graczami, dla których Wyspa Kotów ma szansę stanowić naprawdę dobrze skrojone wyzwanie. W kilku trybach rozgrywki (wariant familijny, kooperacyjny, zaawansowany), z przyjemnym punktowaniem, opartym na zbieraniu zestawów oraz pseudo zabawie w Tetrisa. Bez stresu związanego z dochodem, brakiem zasobów czy mocno odczuwalną interakcją. Nawet w przypadku chwilowego braku ryb, albo utraty z góry upatrzonego kociego kafelka. Nic nie szkodzi, nadrobimy to w kolejnej rundzie.

Największym atutem gry są karty oraz wspomniana faza draftu. Draft jest tej grze potrzebny, jak rybie woda, podobnie jak kilka decków ciekawych, różnorodnych kart. Jedne odpowiadają za punktowanie, inne za pozyskanie kocich jokerów, czyli tak zwanych kafli Oshax. Są wśród nich takie, które zapewniają cenne skarby oraz trochę dodatkowych zasobów. Kolejne pozwalają korzystać z jednorazowych efektów, zmieniających podstawowe zasad rozgrywki. Całość podana jest w bardzo przystępnej, czytelnej i estetycznej formie. Zabawa w ratowanie kotów to ciekawe i angażujące wyzwanie, o ile targetem są tu dzieci oraz typowo casualowi gracze. Szczególnie że gra jest płynna, a następujące po sobie fazy proste i logiczne. Martwi mnie tylko stosunkowo długi czas rozgrywki (25-30 minut na gracza), względem tego co tytuł ten oferuje nam od strony mechanicznej i decyzyjnej. Niewiele niestety wiem o skalowaniu, ponieważ dotychczas miałem okazję grać wyłącznie w 3-osobowym gronie. Dostrzegam natomiast spory potencjał na dodatki, nowe talie kart, czy mechaniki.

Jeśli poszukujecie ciekawej, różnorodnej gry familijnej, to Wysp Kotów raczej Was nie zawiedzie, tak z racji wykonania czy tematyki, jak i samej rozgrywki. Można ją również potraktować jako przyzwoity gateway, do ogrywania w typowo casualowym gronie. Aż tyle i tylko tyle. Jeśli podobnie do mnie, od gier oczekujecie wyzwania, walki o każdy punkt, akcję czy zasób, sugeruję jak najszybciej stawiać żagle, opływając Wyspę Kotów szerokim łukiem.

Jeśli lubisz Stare Kości, dołącz do obserwujących mój Fanpage, na którym znajdziesz jeszcze więcej relacji i wrażeń z rozgrywek.

Najnowsze Recenzje!
Co jest grane! – Najnowsze wpisy!
Rankingi, felietony i poradniki